czwartek, 21 kwietnia 2016

Rozdział 11

*zmiana perspektywy*
Weszłam  na wielki, kamienny balkon pod osłoną nocy. Gwiazdy migotały przyjaźnie, a księżyc wykrzywiał się w półokrągłym uśmiechu. Upajająca woń kwiatów ukoiła moje zmysły,  mimo, że czułam w sobie niepokój. Nagle, usłyszałam  wołanie z dołu. Wychylilam się poza porośniętą bluszczem balustradę i dostrzegła na dole przystojnego młodzieńca. Był dobrze zbudowany, wysoki, a ciasny kaftan opinał jego klatkę piersiową. Nagle, podniósł na mnie wzrok. Czekoladowe oczy spojrzaly na mnie zalotnie. German. Już chciał coś powiedzieć, bo otwierał usta, ale nagle naprzeciw niego stanął drugi młodzieniec.  Był odrobinę niższy,  ale równie dobrze zbudowany. Przyniósł ze  sobą gitarę,  a raczej lutnię i po chwili zaczął grać jakąś miłosną serenadę.  Rozejrzałam się niespokojnie dookoła.
-Pablo! Ciii! Przestań!  Bo jeszcze kogoś obudzisz! -próbowałam  go uciszyć,  ale na nic to się nie zdało.  Nagle German palnął:
- Lecz cicho! Co za blask strzelił tam z okna!
Ona jest wschodem, a Angie jest słońcem!
Wznijdź cudne słońce, zgładź zazdrosną lunę,
Która aż zbladła z gniewu, że ty jesteś
Od niej piękniejszą; ukarz ją zaćmieniem
Za tę jej zazdrość; zetrzyj ją do reszty!
To moja pani, to moja...
-Przestań! Jesteś z rodu złego,  to ja zostałem wybrany, by być przy jej boku.- Pablo, odrzucił na bok lutnię i zaczął podkasywać rękawy. German również tak zrobił. Po chwili rzucili się na siebie, bijąc się i krzycząc coś w stylu "Zgiń niewdzięczny!"
Byłam bardzo zaskoczona całym zajściem. Próbowałam uspokoić mężczyzn,  ale moje próby na nic się zdawały. Usłyszałam za sobą świst. Odwróciłam się, a za mną stała moja matka i... Maria. Odezwały się równo, upiornym, monotonnym głosem :
-Nie poślubisz Germana, on jest z innego rodu. Umrze z miłości,  niewdzięcznik.  Jesteś narzeczoną  Pabla. Julio, wiesz, jak to się skończy...-nagle wszystko zaczęło wirować,  a  ja spadalam!  Gdzieś w oddali zobaczyłam jeszcze jakieś latające partytury, kanapki Beto i  twarz Alexa, a potem otworzyłam oczy. Byłam u siebie, musiałam chyba zasnąć na kanapie. Dookoła leżały kartki, naprawdę dużo kartek. Kilka z nich było zapisanych. Sięgnęłam po grubą teczkę i przeczytałam z niej: "Romeo i Julia- w wykonaniu Studia OnBeat i Julliard School w Buenos Aires". No jasne. Przedstawienie. Przejrzałam kartki, właśnie byłam na 'scenie balkonowej' i nie dokonczylam pisania. Zerknęłam na zegarek. Ósma czterdzieści. Wzięłam długopis do ręki i zaczęłam pisać dalej. Chwila! Spojrzałam jeszcze raz na zegarek.
- O nie! Zaraz spóźnię się do Studia!- zerwalam się z miejsca, szybko ubierając się i łapiąc po drodze coś do jedzenia i popędziłam do pracy. Mimo, że mieszkałam bardzo blisko szkoły,  to nie wypadało mi się spóźniać. W końcu byłam panią dyrektor.

Kiedy weszłam do pokoju nauczycielskiego, był tam tylko Pablo, który próbował uporać się z nowym ekspresem do kawy.
-Nie ma nikogo?-zapytałam na wejściu  przy okazji całując przyjaciela w policzek.
-Jestem ja.-wykrzywił usta w dziwnym uśmiechu i wrócił do poprzedniej czynności- Beto szuka kanapek, Gregorio męczy jakiś uczniów, a Jackie gdzieś wyszła. No i tyle.-podsumował, dodając mleka do swojego napoju i upijając łyk. Po chwili, wykrzywił się w grymasie obrzydzenia. -Fuuj! Skąd wytrzasnęłaś ten ekspres Angie? Z epoki kamienia?
-Ha ha ha, bardzo śmieszne Pablo. Znalazłam go w składziku. -w tym momencie, do pokoju nauczycielskiego wszedł Alex. -O właśnie! Pablo, to jest Alexander Belli, dyrektor Julliard School w Buenos Aires. Alex, to jest Pablo- mój przyjaciel i nauczyciel w Studio.-mężczyźni uścisnęli sobie dłonie. Galindo nagle bardzo spochmurniał, jakby trapiła to jakaś sprawa, którą rozważał w głowie. Niestety, musiałam oderwać wzrok od bruneta,  ponieważ Alex chciał porozmawiać o przedstawieniu, więc wyszliśmy zostawiając Pabla w nostalgii jego myśli.

- Kochani- zaczęłam mówić do uczniów, którzy wraz z nauczycielami zebrali się na dużej sali w szkole- chciałam wam przedstawić Alexandra Belli, z którego szkołą nasze Studio podpisało współpracę. - mężczyzna stanął obok mnie i położył rękę na moim biodrze, ale ktoś ją szybko strącił i wepchnął się między nas. To był Pablo. Odsunął mnie delikatnie od Alexa i stanął między nami. Wyglądało to raczej bardzo zabawnie. W tym czasie Alex opowiadał uczniom o współpracy,  A ja rozgladalam się po sali. Beto ukradkiem chrupał jakiś ciastka, Gregorio oglądał uważnie swoją piłeczkę.  A Jackie była wpatrzona w Alexandra jak w obrazek. Maślanym wzrokiem śledził każdy jego ruch. Niepokoił mnie brak Germana. Nie odzywał się do mnie od dłuższego czasu. Ja też byłam na niego obrażona, ale chciałam z nim porozmawiać,  pocieszyć, pośmiać się. - A teraz Angie opowie wam szczegóły. -z rozmyślań wzbudził mnie głos Alexa
- Zamierzamy wystawić przedstawienie wraz z uczniami drugiej szkoły,  poznacie ich niedługo. Tytuł przedstawienia to ,,Romeo i Julia"- usłyszałam szepty podniecenia między młodzieżą. - Wykorzystamy istniejące piosenki, ale chciałabym, żebyście skomponowali też własne. Choreografią zajmą się Jackie i Gregorio, ja i Beto będziemy kontrolować muzykę, a Pablo i Alexander zajmą się całą resztą -kątem oka zauważyłam niezadowolenie przyjaciela w kwestii pracy z ,,rywalem". - Jutro poznacie zarys scenariusza,  A za kilka dni przeprowadzimy casting.

Tydzień później
Właśnie wywiesiłam kartkę z listą uczniów,  którzy biorą udział w przedstawieniu. Przesłuchania były bardzo trudne, bo uczniowie Julliard School utrzymują naprawdę wysoki poziom. Dzieciaki na szczęście nie rywalizowały ze sobą,  A my wybraliśmy odpowiednią grupę. Brakuje nam jeszcze tylko jednej piosenki, ale mamy dość dużo czasu. Weszłam do swojej klasy i usiadłam przy biurku. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu, ale German dalej się nie odezwał. Rozmawiałam o nim z Violettą, podobno całe dnie siedzi w swoim gabinecie i wypełnia papiery. Postanowiłam,  że wybiorę się do niego po lekcjach. Jeszcze tylko sześć godzin.

Zastukałam do drzwi domu Castillo. Po chwili otworzył mi pan domu- to właśnie na niego miałam zamiar trafić. Wydawał się dosyć zdziwiony moim pojawieniem się.
- Co ty tu robisz?- jego głos wydawał się wyższy i mniej opanowany niż zazwyczaj
- Przyszłam cię odwiedzić, nie odbierałeś telefonu. Martwiłam się. - zauważyłam cień na jego twarzy.
- Jakoś nie martwiłaś się o moje uczucia, kiedy mnie okłamałaś.
- Co?- byłam bardzo zdziwiona tym nagłym nasi okiem na mnie.
- Nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi. Specjalnie tak długo ukrywałaś fakt zdrady Valerii, żeby zadać mi cios. Chciałaś zemścić się za tę lata ukrywania Violetty- huknął. Skąd nagle wzięło się w nim tyle jadu i goryczy? Cofnęłam się krok do tyłu, ale German złapał mnie za nadgarstek.
- German! Zostaw mnie! O co Ci chodzi? - mój głos stał się dziwnie piskliwy
- O ciebie mi chodzi, Angie! Cały czas mnie odrzucasz. Co jest ze mną nie tak? No powiedz!- warknął, jednocześnie poluźniając uścisk. Wyrwałam mu się i uciekłam.  Słyszałam jeszcze za sobą krzyki pana domu, ale zignorowałam je i udałam się w stronę swojego mieszkania.

Próbowałam napisać piosenkę,  ale mój telefon cały czas dzwonił od jakiś piętnastu minut. Wróciłam od Germana dwie godziny temu, ale dalej miałam w głowie jego słowa. Swoją drogą to właśnie on wydzwaniał do mnie od dobrego kwadransu. Najpierw wytyka mi różne rzeczy, a teraz jeszcze chce mi dogadać przez telefon. Kiedy aparat zadzwonił już po raz setny, wzięłam go do ręki i kliknęłam zieloną słuchawkę.
-German przestań do mnie dzwonić! Najpierw wypominasz mi wszystkie moje błędy,  A Teraz jeszcze nie chcesz dać mi spokoju!- krzyknęłam do telefonu.
-Angie to ja- usłyszałam po drugiej stronie roztrzęsiony głos siostrzenicy.- Tata miał wypadek, jest w szpitalu. Podobno jest bardzo źle...
*************************
DAM DAM DAMM!
Co teraz będzie? Czy German przeżyje?  Czy przedstawienie dojdzie do skutku? Czekajcie na następny rozdział, a się dowiecie! Zapraszam również  do zakładki "Wasze pomysły "
Besos
Ola

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Jednorazówka ,,Rana"

Angie, Angie 
when will those clouds all disappear?
Angie, Angie 
where will it lead us from here?

Odjechała. Czarne audi zniknęło za zakrętem. Violetta wtuliła się we mnie mocniej. Czy wróci?  Nie wiem. Do kogo? Też nie wiem. Skrzywdziłem ją,  oszukałem,  wykorzystałem. Może właśnie we Francji będzie jej lepiej? Nie wiem. W tamtym momencie moje życie stało się jednym, wielkim znakiem zapytania. Co się stanie, jeśli ona zapomni? Zapomni o tym, co dalej czeka na nią w słonecznym Buenos Aires. Czy ja zapomnę? Nigdy. Zawsze będę miał w pamięci dotyk jej rąk,  zapach włosów, wesoło podskakujących przy każdym jej ruchu. Nie wymażę z pamięci jej pogodnego, melodyjnego głosu, mówiącego ,,dzień dobry!" każdego poranka. Delikatnego dotyku klawiszy pianina, który rozpoczynał melodię. Jej nieziemskich pocałunków, których skradlem  jej parę. Jej perlistego śmiechu,  pełnego szczerości i pozytywnego wydźwięku. Idealna w każdym calu. Angie.

Dziesięć lat później

Przez matowe zasłony przebijały się promienie jesiennego słońca. Villa Castillo stała pusta. W środku siedział tylko jeden, zapracowany jak zawsze pan domu. Zaciekle wbijał cyferki do komputera, poprawiając co jakiś czas okulary. Został sam. Ramallo umarł kilka lat temu. Był to cios dla nich wszystkich. Po pewnym czasie, od jego śmierci Olga wyjechała gdzieś do rodziny, zostawiając Germana samego w domu. A Violetta? Po zakończeniu szkoły, podpisała kontrakt z wytwórnią, ale wpadła w złe towarzystwo. Stała się upadłą gwiazdką młodzieżowej wytwórni. Popadła w nałogi, a gazety plotkarskie co jakiś czas wspominały o ,,wspaniałej Violettcie Castillo'', która przegrała z nałogiem. Czasami odwiedzała tylko ojca na urodziny lub wtedy, gdy po prostu nie miała pieniędzy. Stoczyła się.
A ona? Nie, nie wróciła. Przestała dzwonić. Przestała pisać. Urwała wszelkie kontakty z nimi. Pewnie teraz spaceruje sobie gdzieś po Paryżu, ze swoim mężem i wychowują razem trójkę dzieci. Pan domu nawet nie mógł o tym myśleć. Jeszcze gwałtowniej zaczął wstukiwać cyfry do komputera, gdy nagle zadzwonił telefon. Może to ona? Spojrzał na wyświetlacz, ale to nie był jej numer. Odebrał. Po drugiej stronie odezwał się głos mężczyzny, mówiącego z francuskim akcentem, trochę nie sprawnie po hiszpańsku:
-Dzień dobry. Rozmawiam z panem Germanem Castillo?
-Tak, tak to ja. O co chodzi?- potarł ręka po zsiwiałych włosach.
-Aspirant Juan Carlos. Dzwonię w sprawie panny Angeles Saramego.- na dźwięk jej imienia niespokojnie poruszył się w fotelu.
-Angie? Co z nią?
-Niestety, wczoraj samolot lecący do Buenos Aires, w którym była panna Saramego, rozbił się. Moje kondolencje.- powiedział policjant wzdychając ciężko. German otworzył szeroko oczy. Jak to: rozbił się?! Angie... nie żyje? Nie, nie to nie może być prawda... Nie mogła umrzeć!  Nie ona! Chciała do niego wrócić,  leciała do Buenos Aires. Mogli być już na zawsze razem. Zakończył połączenie i wyszedł z gabinetu.
Wygląd salonu nie zmienił się nic a nic. Kremowe kanapy stały i czekały, aż ktoś na nie usiądzie. Stół w jadalni był zastawiony, jakby mężczyzna cały czas oczekiwał gości. Usiadł przy czarnym fortepianie, przykrytym sporą warstwą kurzu. Dotknął kilku klawiszy. Ona też ich dotykała. Zaczął grać smętną melodię. Nagle, uderzył pięścią w klawisze. Muzyka przypominała mu o Angeles. Podszedł do drzwi tarasowych. Otworzył je na oścież. W jego twarz buchnęło zimne, świeże powietrze. Wszedł do ogrodu. Trawa była jakaś pożółkła, a liście na drzewach niemal przeźroczyste. W ogrodzie było słychać jej śmiech! Ten piękny, perlisty śmiech! Wiatr przenosił jej zapach, a ostatnie kwiaty oddawały błękit jej oczu. W pewnym momencie, miał wrażenie, że widzi jej twarz odbijającą się w tafli wody stawu. Nie, przecież  nie oszalał. Ona była warta szaleństwa. Przestraszony, uciekł do środka domu, a jego kroki pokierowały się w stronę pokoju Angie. Łóżko, było nienagannie zaścielone, a na szafce nocnej leżały książki, jakby przygotowane do czytania. Otworzył jej szafę. Na dnie leżało kilka starych ubrań. Wziął do ręki jedną z jej długich sukienek i powąchał ją. Czuć było delikatny zapach kobiety. Przytulił do siebie ubranie i położył się na jej łóżku, wdychając jej zapach. 

But Angie, Angie, 
you can't say we never tried
Angie, you're beautiful 
but ain't it time we said goodbye?
Angie, I still love you 
remember all those nights we cried?

Dlaczego wtedy był takim cholernym tchórzem?! Dlaczego nie powiedział jej od razu, że ją kocha i nie może bez niej żyć? Może teraz jeszcze by żyła... To wszystko jego wina!
Z przemyśleń wyrwał go długi i donośny dzwonek do drzwi. Delikatnie ułożył sukienkę Angie na łóżku i zszedł na dół. Otworzył drzwi. Za nimi stała chuda, wysoka dziewczyna z potarganymi, przetłuszczonymi włosami, z których schodziła blond farba. Miała niedbale zarzucony na siebie ponaciągany sweter i podarte jeansy. Podpuchnięte oczy były pomalowane ciemnym cieniem, a usta wymuskane czerwoną szminką. Jednym słowem - obraz nędzy i rozpaczy. Violetta.
Trzydziestolatka odezwała się zachrypniętym głosem, przy okazji gasząc papierosa o metalową framugę:
- Masz kasę? Już wszystko wydałam. - nie wiadomo, gdzie zniknęła piękna dziewczyna, ubierająca się w pastele i pragnąca nieść wszystkim pomoc i miłość. Teraz, była to wiecznie zmęczona narkomanka, żyjąca na utrzymaniu ojca i swoich starszych, bogatych chłopaków. -Nie masz? No nie żartuj sobie ze mnie.- zaśmiała się gorzko.
-Violu, muszę z tobą porozmawiać. I to poważnie.
-Nie, ja nie chcę z tobą rozmawiać! Nie będziesz mi cały czas truł jak mam żyć! To moja sprawa, czy żyję w idealnym świecie czy w walącej się budzie! I ty nie masz....
-Angie nie żyje.-brunet przerwał jej jej głośną wypowiedź. Kobieta ucichła i wpatrzyła się w ojca wielkimi oczami. Pierwszy raz od tych kilku lat widział w nich powagę i jednocześnie smutek. Jego oczy również zaszły mgłą. Po chwili odezwała się cichutko:
-Jak to: nie żyje?  Ona... Oh, tato!- rzuciła się mu w ramiona i zaczęła gorzko szlochać. Zobaczył w niej znowu tę samą  osiemnastoletnią Violettę. Płakała, naprawdę płakała. A on? Jego łzy już dawno gdzieś wyparowały. Nie miał czym płakać. W środku jednak pękał ze smutku i żalu. -Tato? Tato... co teraz będzie?
-Nie wiem kochanie. Naprawdę nie wiem.- Rana. To jedyne, co mu po niej zostało.

But Angie, I still love you, baby
Everywhere I look I see your eyes
There ain't a woman that comes close to you
Come on baby, dry your eyes

*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*
Taaak! To pierwsza jednorazówka na tym blogu! Mam nadzieję,  że spodobała wam się trochę taka inna forma mojej twórczości  :)
A piosenka to The Rolling Stones- Angie
Aha i komentarze mile widziane:))
Do zobaczenia niedługo!
Besos,
Ola:*

sobota, 2 kwietnia 2016

Rozdział 10

-Ja! Ja nie zgadzam się na to małżeństwo!-słowa te ku zdziwieniu wszystkich poleciały z ust... Valerii. Na dźwięk jej głosu Angeles podniosła głowę z nadzieją w oczach, a Louis za to patrzył ze strachem, że Val wyda ich tajemnicę. Po chwili panna młoda odezwała się- German, ja nie mogę. Nie byłam z tobą do końca szczera. Ja... Kiedy cię poznałam, myślałam, że jesteśmy dla siebie stworzeni, że nic nas nie rozdzieli. Ale wtedy przyjechała Angie-popatrzyła w jej stronę- i Louis. Ja... Zakochałam się w nim, w jego oczach, jego zapachu. To nie była taka miłość, jak do ciebie. Jesteś moim przyjacielem, kompanem, dobrym kolegą. Mamy wiele wspólnych pasji, ale... to nie jest miłość. 

To było bardziej...pożądanie. Od wtedy zaczęliśmy się spotykać w tajemnicy. Nigdy nie miałam nocnej zmiany, a Louis nigdy nie pracował w klubie. Wtedy, gdy Angie przyszła do ciebie wieczorem, gdy nakryła kobietę z Louisem, to byłam ja. Teraz, bardzo się tego wstydzę. Wiem, że cię okłamałam, wiem, że wykorzystałam. Wiem też, że skrzywdziłam Angie. Przepraszam. Bardzo przepraszam. Ale, gdy poczułam prawdziwą miłość, mogłam dla niej zrobić wszystko. Jeśli chcesz zniknę z twojego życia, nigdy się do ciebie nie odezwę. Ale nie bądź zły. Miłość nie wybiera. W moim przypadku jest ona ślepa. Przepraszam.- odwróciła się, podniosła brzeg sukni do góry i odeszła w stronę domu z łzami cieknącymi po policzkach. Odwróciła się dopiero, gdy usłyszała swoje imię. Louis stał na przeciwko niej w odległości kilku metrów. Po chwili podszedł bliżej i klęknął tuż przed nią. Ona otworzyła oczy że zdumienia, gdy wyjął z kieszeni marynarki złoty pierścionek z zielonym oczkiem. Po chwili przypatrywania się złotemu krążkowi spojrzał na nią i zaczął mówić:
-Noszę go zawsze, na szczęście. Należał do mojej mamy. Teraz uznałem, że dziedziczką szczęścia tego pierścionka zostanie inna kobieta. Jest piękna, czuła, opiekuńcza, mądra. I niezamężna. Wiem, że to decyzja chwili, ale jednak ją podjąłem. Valerio Rodríguez, czy zostaniesz moją żoną?-  wszyscy goście trwali w ciszy pełnej napięcia. Kobiecie zaszkliły się oczy. Po chwili powiedziała trzęsącym się głosem:
-Jeśli się zgodę, wytrzymasz ze mną do końca życia?- on kiwnął głową ,,na tak"-Więc zgadzam się. Zostanę twoją żoną.- po tłumie rozeszły się oklaski i wiwaty. Po chwili ktoś z tłumu, kim okazał się urzędnik, odezwał się:
-Może wykorzystamy już to, że przybyłem? Podejdźcie tu Louis, Valeria. Potrzebujemy jeszcze tylko świadków. Niech ktoś się zgłosi.- po chwili ustalono, że świadkami zostaną Ramallo i Olga. Bez specjalnych wstępów, mężczyzna zapytał :
-Czy ty Valerio, bierzesz tego mężczyznę za męża i ślubujesz mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że go nie opuścisz aż do śmierci?
-Tak, biorę- odpowiedziała kobieta z łzami, tym razem szczęścia w oczach. Z drugiej strony padła taka sama odpowiedź i po chwili na pozwolenie urzędnika para połączyła się w namiętnym pocałunku. Kiedy wszyscy gratulowali nowożeńcom, Angeles niezauważalnie usunęła się do cichszej części ogrodu. Usiadła na białej chuśtawce ogrodowej i zamknęła oczy pozwalając promieniom słońca tańczyć po swojej twarzy. Z jednej strony cieszyła się, jak się sprawy potoczyły, z drugiej martwiła się o Germana. Od przemowy Valerii nie odezwał się ani razu. Czy to był aż taki szok dla niego? Nagle poczuła, że chuśtawka zatrzęsła się i ktoś obok usiadł. Po chwili ciszy tajemnicza osoba położyła rękę na dłoni kobiety spoczywającej na siedzeniu . Ręką przybysza ścisnęła delikatną dłoń nauczycielki, która otworzyła wtedy oczy i popatrzyła na mężczyznę. Pablo. Chodziło mu chyba o to, że trzeba już iść. Po chwili potwierdził jej przypuszczenia:
-Angie, idziemy?
-Chciałabym jeszcze pogadać z Germanem. Trochę się o niego martwię. 
-Okej. Będę tu czekał.-uśmiechnęła się do niego, po czym wstała i udała się w stronę gabinetu szwagra, gdzie miała nadzieję go spotkać. Przedarła się przez tłum gości bawiących się przy muzyce i zapukała do dębowych drzwi. W odpowiedzi, otrzymała pomruk zezwalający na wejście, po czym lekko rozchylając drzwi weszła. Szwagier siedział na fotelu z nie obecnym wzrokiem odwrócony w stronę okna. Krawat był rozluźniony, a koszula miała rozpięte dwa guziki. Marynarka, jakby rzucowa w złości, leżała na ziemi. Kobieta podniosła ją, ostrzepała z kurzu i powiesiła na oparciu krzesła, na którym następnie usiadła. Siedzieli w ciszy. Ile to trwało? Kilka sekund? Minut? Godzin? Albo lat? Cisza była lekiem. Podziałała, bo po tym czasie On zapiął koszulę, poprawił krawat i teraz wpatrywał się w Angie. Po chwili Ona się odezwała:
-German... Jak się czujesz?
-Dlaczego wtedy nie powiedziałaś mi, że to była Valeria? Odwołałbym cały ślub, porozmawiałbym z nią. Nie musiałabyś cierpieć. Przeze mnie. Przez nią.
-Ale German. Ja uznałam, że mi nie uwierzysz. Będziesz miał pretensje, że...-mężczyzna przyłożył jej palec do ust uciszając. Po chwili chwycił jej podbródek przybliżając ich twarze do siebie, po czym szepnął:
-Angeles, przestańmy już myśleć o przeszłości. Teraz najważniejsza jest przyszłość. Już nic i nikt nie stoi nam na przeszkodzie. -chciał ją pocałować, ale ona wytrwała się  i gwałtownie wstała, a jej głos stał się oziębły:
-Co ty w ogóle robisz?! Ledwo co uniknąłeś małżeństwa, a już chcesz mnie całować! Wstydziłbyś się German! Myślałam, że jesteś inny. -zatrzasnęła za sobą drzwi, a w jej oczach można było zobaczyć żal i gorycz.

Następnego dnia

Angie od rana siedziała w Studiu, mimo, że była sobota. Musiała ogarnąć niektóre sprawy. Przejrzeć papiery, zaplanować wydatki i uzupełnić raporty z zeszłych miesięcy. Dalej była obrażona po wczorajszej postawie Germana, ale chciała do niego zadzwonić,  zapytać jak się czuje, czy czegoś nie potrzebuje. Od wczoraj nikt z rodziny Castillo nie odezwał się do niej. Wszyscy napewno byli zaskoczeni postawą Valerii,  która tak długo ukrywała przed nimi fakt zdrady. Ludzie są naprawdę dziwni. Sama zastanawiała się, jak bardzo  trzeba być odważnym, żeby wyjawić sekret, skrywany gdzieś na dnie swojego serca. Jak powiedzieć to tak, żeby druga osoba cierpiała najmniej. Zresztą, Angie miała już takie doświadczenie. Prawie rok, po odnalezieniu Violetty, skrywała swoją osobowość,  by być blisko ukochanej siostrzenicy. Lecz to było białe kłamstwo. Tego, co zrobiła Valeria,  nie dało się wytłumaczyć. 
Z rozmyślań wyrwał ją dźwięk telefonu, gdzieś z pod kartek. Ogarnęła stertę papieru i wydobyła telefon. Wyświetlał się na nim nieznany numer. Po chwili zawahania, odebrała. 
-Halo?
-Dzień dobry, czy mam przyjemność z Angeles Saramego?- po drugiej stronie usłyszała ciepły i głęboki głos. Głos mężczyzny. 
-Tak, tak. Kto mówi? - zapytała trochę niepewnie.
-Oh, gdzie moje maniery. Nazywam się Alexander Belli. Jestem dyrektorem odziału artystyczno-muzycznego Julliard School w Buenos Aires. Rozmawialiśmy kilka dni temu. 
-O, faktycznie.- Angie przypominała sobie rozmowę telefoniczną z facetem. Nigdy nie miała pamięci do imion.
-Więc... Kiedy możemy omówić szczegóły współpracy? Może za pół godziny, w kawiarence przy parku?
-Dobrze. Do zobaczenia.- rozłączyła się. Była bardzo podekscytowana. Taka szansa zdarza się raz na milion. Mogliby wystawić przedstawienie, zrobić całkiem nowy nabór, zakupić nowe instrumenty. Oby wszystko poszło po jej myśli. Zebrała to, co leżało na biurku, wsypała do torebki i udała się w stronę wyjścia. Po piętnastu minutach spaceru dotarła do małej kawiarenki. Stoliki były przykryte pastelowymi obrusami, a wiklinowe fotele były wypełnione kolorowymi poduszkami. Ludzie w większości byli zajęci rozmową,  lub spożywaniem sobotniego lunchu.
 Rozejrzała się po lokalu, szukając wzrokiem mężczyzny z którym miała się spotkać. Jeden z nich zwrócił jej uwagę. Miał ciemne, średniej długości włosy, lekki zarost i był dobrze zbudowany. Po chwili zwrócił na nią uwagę i pomachał w jej stronę. Podeszła do stolika w rogu sali, a on wstał i podał jej rękę. 
-Panna Angeles, tak? Jestem Alexander. - miał bardzo ładne,  jasne oczy. No i był przystojny.
-Angie. Możesz... Znaczy może pan mówić na mnie Angie.- uśmiechnęła sie do niego, a on odwzajemnił gest.
-W takim razie, ja jestem Alex.
 Po chwili usiedli, a mężczyzna wyjął z teczki plik dokumentów od których oddzielił jedną zadrukowaną kartkę. 
- To jest umowa o współpracy Studia OnBeat i Julliard School. Przeczytaj wszystko na spokojnie, a potem zdecydujesz, co dalej.- szybko przeleciała dokument spojrzeniem. Wszystko się zgadzało, więc bez zastanowienia złożyła podpis w wyznaczonym miejscu.
-Świetnie. Szybko się zdecydowałaś. Inni potrzebowaliby pomocy prawnika.- zaśmiał się. Schował dokument do teczki i wlepił wzrok w kobietę. Ona odruchowo poprawiła włosy i zdziwiona zapytała:
-O co chodzi? Mam coś na twarzy?- Alex oderwał od niej wzrok i speszony powiedział :
-Nie, nie... Tylko... Masz bardzo ładne... No wiesz. Oczy. Tak.- wbił wzrok w stół. Ona zarumieniła się. 
-Eh, dzięki. Twoje też są... są fajne.- zapanowała krępująca cisza. Kobieta przerwała ją:
-To... Może przyjdziesz jutro do Studia, opowiemy uczniom o współpracy. Co ty na to?
-Tak, bardzo chętnie. A myślałaś już o przedstawieniu? Wiesz, żeby zareklamować obie szkoły. 
-Nieee.-przeciagnęła.-Pomyślę o tym dzisiaj. 
-Jeśli będziesz potrzebowała pomocy, to zadzwoń. -uśmiechnął się. -No dobrze, na mnie już pora. Do jutra!
-Pa!-pomachała mu ręką. Patrzyła jeszcze długo w miejsce, w którym zniknął. Czy jej serce zagoiło już rany przeszłości i było gotowe na nowe uczucie?
-----------------------
No tak. Długo mnie nie było. Bardzo długo. Musiałam sobie poukładać niektóre sprawy. No ale jestem. Mam nadzieję,  że ktoś tu jeszcze zagląda. Do następnego rozdziału. 
Ola

czwartek, 30 lipca 2015

Rozdział 9

-Możesz pocałować pannę młodą.-wyleciało z ust urzędnika. Jej już teraźniejszy mąż podniósł z jej twarzy firankę welonu. Ujrzała uśmiechniętą twarz Germana. Po chwili para złączyła się w pocałunku...
***
Angeles gwałtownie podniosła się z łóżka. Dlaczego przyśniło jej się właśnie to? Przecież to nie ona bierze jutro ślub że swoim szwagrem. Spojrzała na zegarek. 4:30.To jednak dzisiaj. Dzisiaj już na zawsze straci swoją szansę, której nigdy nie wykorzystała. Dzisiaj straci swój los na loterii nazwanej Miłością i Szczęściem. Odda go kobiecie, która w sekrecie zdradziła go.
Pozostawi w niej pustkę. Samą skórę i kości.
***
Nauczycielka śpiewu przebywała w Studiu, ponieważ był piątek. Za kilka godzin miała z niego wyjść, by przygotować się na ślub. Postanowiła po raz ostatni przećwiczyć piosenkę na ślub jej szwagra. Udała się w stronę keyboardu, po czym zaczęła śpiewać cichutko:
- It's you who
I give the most to
I'll let you go when you need room
It's you who
I give my heart to
Baby be careful
I've only got one...one...one.

-Piękna. Pewnie pisałaś ją z myślą o Germanie.-odezwał się głos zza jej pleców. Obejrzała się, a za nią stał...
-Pablo! Przestań się ciągle zakradać...!-zbeształa go  Angeles. On zaś obszedł keyboard, tak, by stać z nią twarz w twarz, po czym zrobił-jak jego przyjaciółka uważała-minę małego niedźwiedzia i powiedział:
-Oj, nie gniewaj się już na mnie. Proszę.
-Jak mogłabym się gniewać na mojego bezbronnego misia?-zaśmiała się -Czekaj, czekaj. Bezbronnym misiem byłem w przedszkolu. Teraz jestem dorosłym niedźwiedziem.- przy ostatnim zdaniu wypiął pierś i zniżył głos. Kobieta tylko zaśmiała się ukazując rządek białych zębów i poczochrała jego czuprynę. Po chwili oboje wybuchnęli gromkim śmiechem.
-Angie...?-tą chwilę przerwał czekoladooki brunet, który właśnie wszedł do sali. Dwójka zamilkła i wybiła wzrok w przybyłego.
-German...Coś się stało?-zapytała, a w jej głosie można było wyczuć nutę chłodu.
-Chciałem tylko spytać, czy wszystko już masz przygotowane z Violettą na uroczystość?
-Tak, już od dawna. A teraz, przepraszam. Pójdę się przygotować. Do zobaczenia.-i wyszła.
Mężczyźni tylko popatrzyli po  sobie, po czym Pablo odezwał się:
-Nie wiesz, co tracisz.
***
Stanęła przed drzwiami. Mogła jeszcze zawrócić. Mogła uciec i zostawić to wszystko za sobą. Nie, nie mogła tego zrobić siostrzenicy. Nie mogła jej zostawić w tak trudnym dla niej dniu. Kiedy położyła dłoń na drzwiach, one same się otworzyły i stanął w nich Ramallo z pochmurną miną. Kiedy zobaczył kobietę, odrazu uśmiechnął się szczerze.
-Panienka Angeles! Wejdź proszę. Violetta czeka na ciebie na górze.-po tych słowach dziewczyna udała się na górę. Pokonała schody, doszła do drzwi i delikatnie zapukała. Odpowiedział jej delikatny dziewczęcy głos, zezwalający na wejście. Gdy wstąpiła do pokoju uderzył ją zapach waniliowo-jaśminowych perfum i prawie przewróciła się potykając o porozrzucane na podłodze ubrania.
-Vilu? Jesteś tam?-zza rogu szafy wyłoniła się nastolatka. Ubrana była w kremową sukienkę z długim rękawem rozszerzaną u dołu i przepasaną w tali brokatowym paskiem. Na włosach miała opaskę z doczepianymi stokrotkami. Jedynie jej smutna mina psuła całokształt. Dziewczyna, gdy zobaczyła ciotkę, wydała z siebie pisk o wysokiej częstotliwości i przytuliła kobietę.
-Angie!Angie!Angie! Pięknie wyglądasz!-okręciła nauczycielkę wokół własnej osi, przez co jej chabrowa sukienka z koronkowymi plecami również poszła w ruch.
-Violu. Obawiam się, że już musimy iść.-odrzekła smutno. Nastolatka chwyciła jej rękę, po czym obie udały się w stronę ogrodu, gdzie miała się odbyć uroczystość.
***
Zasiadła przy fortepianie i popatrzyła na siostrzenicę zajmującą miejsce przy mikrofonie. Ułożyła partytury przed sobą i poprawiła swój mikrofon. Pierwszą piosenką miało być Ahi Estare, więc przygotowała gitarę. Ćwiczyły tą piosenkę wiele razy i za każdym razem wychodziła wprost magicznie. Goście zaczęli się schodzić. Dojrzała kilku przyjaciół Violetty, ale mnóstwo twarzy było nieznanych. Wśród siedzących przybyłych w pierwszym rzędzie dojrzała Pablita, który pomachał nieśmiale. Uśmiechnęła się na jego widok, ale po chwili mina jej zrzedła, gdy zobaczyła Louisa. Ten udał się w jej stronę, ale ona wstała i odeszła. Po chwili złapał ją za ramię i odwrócił w swoją stronę.
-Angie, chcę porozmawiać.
- Zrozum, że nie mamy o czym! Nie powinieneś rozmawiać ze mną, tylko z Val. Chcecie to ukrywać do końca? Przecież za kilka minut ona bierze ślub. Przemyśl to, zanim będzie za późno.- wróciła do instrumentów i zaczęła stroić gitarę. Kilka chwil później dostrzegła Jego. Ubrany był w czarny garnitur i elegancką muszkę w kolorze ciemnego karminu. Jego spojrzenie było dosyć niepewne, nie tak zapełnione miłością jak podczas ślubu z Marią. Wtedy spojrzał na nią. W jego oczach pojawiły się iskierki, a na twarz mimowolnie wcisnął się banan. Ona z trudem odkleiła od niego wzrok i spojrzała na Ramallo, który dawał jej i siostrzenicy znak, by zaczęły grać. Ona złapała gitarę akustyczną i wydała z niej pierwsze dźwięki, co uciszyło tłum. Po chwili Violetta dołączyła do tego swój śpiew:

-Mi corazón busca sin parar
una estrella en lo alto de este mar
si pudieras alumbrarme un camino hacia ti
es posible que te pueda encontrar,
cada mañana pienso en tu voz
y el momento en que te veo llegar
si esta vida se enamora de nuestra pasión
algún día nos podrá juntar 

Tan solo dime donde yo estaré
entre mis brazos yo te cuidare
como mil almas inseparables
y soñar un beso sin final
dime si ahí algo que yo pueda hacer
para esconderte dentro de mi ser
yo se que sucederá
tu mitad y mi mitad muy pronto ya se encontraran
no por casualidad-
kiedy rozbrzmiewały dźwięki piosenki na rozłożony długi, czerwony dywan weszła Valeria. Była ubrana w śnieżno-białą, dopasowaną do ciała suknię, pokrytą kononką. Wyjątkowo wyprostowane włosy ozdabiała opaska pleciona z złotych łańcuszków. W połowie refrenu stała już na wprost Germana, trzymając go za ręce. Po ostatnim słowie Violi urzędnik zaczął mówić:
- Szanowni państwo! Miłość to uczucie, które jest jednym z najsilniejszych i najbardziej znaczących przeżyć w życiu człowieka. Człowiek rodzi się z miłości, dla miłości i do miłości. Jest wiele wyrazów miłości, może ona być skierowana do dziecka, kobiety, ojczyzny, boga. Warto żyć dla kogoś, kogo kochamy. Jednym słowem warto żyć dla miłości, ale trzeba umieć z nią żyć. O tym, że potrafią żyć z miłością przekonani są nasi dzisiejsi narzeczeni: German i Valeria. Za chwilę, przed wami wszystkimi miłość swoją potwierdzą i na zawsze złączą się w jedno.- w między czasie ciotka i siostrzenica zamieniły się miejscami. Nastolatka dotknęła palcami klawisze i nauczyciekla zaczęła śpiewać:
-I love, watching your every move
Trying to get close to you
Seems like I'm falling in love
I feel, heaven under my feet
Wrapped up in silky sheets
Come lay your head down next to me

Oh oh

It's you who
I give the most to
I'll let you go when you need room
It's you who
I give my heart to
Baby be careful
I've only got one
-jedna mała łza popłynęła po jej policzku. Niezauważalnie ją starła i zajęła miejsce obok Pabla, który ścisnął mocno jej dłoń i pocałował w policzek. Po chwili urzędnik odezwał się:
-Przejdźmy teraz to formalności. Zanim złączę tą parę w związek małżeński, tego kto się nie zgadza,proszę o powiedzenie tego teraz lub zamilknięcie na wieki.-nastała chwila ciszy, o dziwo prawie wszyscy, łącznie z Germanem spojrzeli w kierunku  Angeles, która skutecznie unikała ich wzroku. Po chwili ktoś niespodziewanie wykrzyczał:
-Ja! Ja nie chcę tego małżeństwa!-słowa te wydostały się z ust...
*********************************************************************************
Długo oczekiwany rozdział dziewiąty!
Komentujcie! Wyrażajcie opinię! Są obrazki!

Miłych wakacji!


środa, 1 lipca 2015

Rozdział 8


-To już będzie ostatni raz. Raz, dwa i trzy!-blondynka właśnie prowadziła lekcję w klasie Violetty. Dopracowywali właśnie wspólnie stworzoną piosenkę. Kiedy gitara wydała pierwsze dźwięki, salę wypełniły zgrane głosy uczniów:
- Yo solo quiero cantar
Tocar tu alma con mi voz
Yo solo quiero bailar
Dar alas al corazón
Alas al corazón
Porque la musica es vocación
Es mi pasión (mi pasion)
No es obsesión es lo que soy
La musica es mi verdad
Y no voy a enganar- zakończyli delikatnie. Usłyszeli brawa nauczycielki, która zachwycona siedziała na biurku, jak miała to w zwyczaju. Po chwili odezwała się:
-Cudownie! Ćwiczcie w domu i jeśli macie jakieś propozycje, to śmiało!- mówiła nauczycielka do wychodzących podopiecznych. Właśnie komponowali nową piosenkę, która była odzwierciedleniem ich życiowej pasji. Mimo, że piosence brakowało jeszcze zwrotek, już wzbudzała duże emocje. Co można było jeszcze dodać? Nauczycielka wzięła na kolana zeszyt, gdzie zapisywała swoje piosenki i zaczęła go kartkować. Wpisywała poszczególne frazy, wyrażenia, zdania. Ubrała  to w odpowiednie słowa, po czym podeszła do keyboardu i zaczęła grać pewną melodię. Po chwili dołączyła słowa:
- Esta es una historia sin final
Empezo como un cuento y no acabara
Habla de pasión en mi profesión
Es donde yoy y quien soy
Es mas fuerte que yo 
Si una nota suena en mi interior
Me vuelvo el cantante y la canción
Me vuelvo luna y tambien sol

Yo solo quiero cantar
Tocar tu alma con mi voz
Yo solo quiero bailar
Dar alas al corazón
Alas al corazón
Porque la musica es vocación
Es mi pasión (mi pasion)
No es obsesión es lo que soy
La musica es mi verdad
Y no voy a enganar

Usłyszała brawa. Kiedy podniosła wzrok zobaczyła uśmiechniętą Violettę stojącą przed instrumentem.
-Długo tu stoisz?-zapytała kobieta
-Taaak, a ta piosenka jest świetna!-wyszczerzyła się jeszcze bardziej
-Oj, już nie przesadzaj.
-Nie, nie. Kocham wszystko: tekst, muzykę, tonację. Jest idealna!
-Brakuje jej jeszcze tylko jednej zwrotki. Vilu...-postanowiła zmienić temat- Jak tam idą przygotowania do ślubu twojego taty i Valerii?
Nastolatka widocznie zmarkotniała. Widać było, że nie jest szczęśliwa z tego powodu. Po chwili odezwała się:
-Dobrze... Chyba już pójdę, nie będę ci przeszkadzać.- po tych słowach wyszła. Kiedy kobieta miała zamiar już zbierać się do domu, przypomniała sobie, że za kilka dni właśnie na tej uroczystości musi zaśpiewać. Postanowiła napisać nową piosenkę, specjalnie na tą okazję. O czym miała napisać? Ktoś mądry mógłby powiedzieć, że o miłości. Łatwo mówić. Pamiętała, jak codziennie zakochiwała się w nim od nowa. Codziennie coraz bardziej. Skupiła się na tych chwilach. Pamiętała jak kochała oglądać każdy jego ruch. Jak czuła niebo pod stopami. Jak był spełnieniem jej marzeń. Wtedy nacisnęła klawisze i słowa same poleciały z jej ust:

- I love, watching your every move
Trying to get close to you
Seems like I'm falling in love
I feel, heaven under my feet
Wrapped up in silky sheets
Come lay your head down next to me

Oh oh

It's you who
I give the most to
I'll let you go when you need room
It's you who
I give my heart to
Baby be careful
I've only got one


***
-Pablo! Nie uwierzysz, kto dzwonił!- Angeles wpadła do sali niczym burza, ściskając telefon w ręcę.
-No słucham.
-Kojarzysz Juilliard School w Nowym Yorku?
-Oczywiście. Przecież to jedna z najlepszych muzycznych uczelni na świecie. Każdy muzyk powinien chociaż o niej usłyszeć.
-No właśnie. I oni chcą utworzyć oddział muzyczno-artystyczny w Buenos Aires. Już nawet kończą, bo postanowienie wyszło kilka lat temu. Specjalnie budują nowy budynek i..
-Czekaj.-przerwał jej- Czy to, co budują przed Studiem to to, o czym myślę?- Angie energicznie pokiwała głową. Rzeczywiście, od kilku lat przed szkołą muzyczną budował się pewien budynek, o bardzo ciekawym wyglądzie. Przecież wielokrotnie dźwięk młotu pneumatycznego przeszkadzał w lekcjach i zagłuszał śpiew uczniów. Trzeba było tylko skojarzyć fakty. 
-I oni dzwonili i... Zapytali się, czy Studio nie chce dołączyć do nich i stworzyć instytucję, gdzie uczniowie mogą uczęszczać do Studia, a potem na studia muzyczne w sąsiednim budynku. Czy to nie wspaniały pomysł?
-No nie wiem. Dasz sobie radę?
-No chyba mi pomożesz, prawda?
-Jak bym nie mógł? Zmusiłabyś mnie do tego siłą.-zaśmiał się
-Oni spadli nam z nieba! Studio będzie miało się z czego utrzymać, bo zapewnili nas, że pomogą nam finansowo. Potem będziemy mogli zorganizować koncert, nowy nabór...
-Hej, hej spokojnie. Jeszcze nawet nie popisałaś z nimi umowy.-zaśmiał się Pablo- Tylko nie przemęcz się za bardzo. Pamiętaj, że my zawsze ci pomożemy. Przynajmniej ja napewno.-przytulił ją i ucałował w głowę.


-A... Jak tam z Germanem?- wiedział, że zaczął drażliwy temat, ale widział,że wszystko kumulowało się w niej i nie byłaby w stanie sama wyznać swoich uczuć. Dziewczyna westchnęła cicho.
-A jak ma być? W przyszłym tygodniu bierze ślub z tą całą Valerią. Napisałam nawet piosenkę...
-Dla Valerii?-zapytał zdezorientowany
-Nie, na ich ślub. German mnie poprosił. Jestem ciekawa, czy zaprosił Jade.
-A niby czemu miałby ją zaprosić?
-Do przerwania ślubu.-uśmiechnęła się- Gdyby w trakcie się rozmyślił.
-Oj Angie.
-No co?!
-Już nieważne. Chodź, podprowadzę cię do domu.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

WAKACJE!
W dzisiejszym rozdziale dużo piosenek. Ta śpiewana przez uczniów to ,,Es mi pasion'', a piosenka Angie-Shayna Zaid- It's you.
Komentujcie, polecajcie i czytajcie!






sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 7

-No Angie, kto to był?-siedzieli na kanapie,on głaskał ją po plecach, a ona płakała w jego rękaw.
-Ja..ja- za wahała się przez chwilę. Wydać Val, czy nie? Jeśli powie o tym Germanowi, to na pewno jej nie uwierzy. Stosunki między nimi pogorszą się jeszcze bardziej. Wzięła głęboki oddech i powiedziała- to tylko moja dawna koleżanka. Spotkałyśmy się niedawno i opowiadałam jej o Luisie. Chyba była zazdrosna. Może ja po prostu nie zasługuję na miłość?
Kobieta spuściła wzrok w dół. Po jej policzkach pociekły dwie malutkie łzy,które jej szwagier starł delikatnym ruchem dłoni, po czym podniósł jej brodę tak, by zmusić blondynkę do kontaktu wzrokowego.
-Zobaczysz znajdziesz kogoś w najblizszym czasie. A do tej pory zamieszkaj u nas. Ja.. Znaczy Violetta cię potrzebuje.
- A Val- imię kochanki jej chłopaka ledwo przeszło jej przez gardlo- nie będzie miała nic przeciwko?
-Nie,na pewno się zgodzi. Zobaczysz, wszystko się ułoży.- uśmiechnął się do niej słodko, a ona odwzajemniła gest. Nagle usłyszeli krzyk gosposi, która pojawiła się między nimi niemal  znikąd:
-Och! Moja mała kruszynka! Co się stało? Jesteś przemoczona  do suchej nitki! No już, idź do łazienki się przebrać!- w tym momencie Olga zniżyła głos i powiedziała - Chyba, że wolisz się rozbierać tu, przy panu Germanie.
Angeles odruchowo spaliła buraka, spóściła głowę, po czym udała się w stronę swojego dawnego pokoju.
***
Wieczorem,kiedy wszyscy wiedzieli o wprowadzeniu się ciotki Violetty, blondynka przebywała w swoim dawnym pokoju. Na kolacji nawet nie potrafiła spojrzeć Valerii w oczy. Ta druga tym bardziej nie miała odwagi. Kobieta wyjeła swój pamiętnik spod poduszki i zaczęła kreślić szlaczki. Wzorki mieszały się, krzyżowały i były w ogólnym nieładzie-  tak, jak jej myśli. Co miała teraz myśleć o Louisie? Val? Germanie? A co o sobie? Jej rozmyślania przerwało ciche pukanie do drzwi. Nie znała go. Pukanie Germana było głośne i miarowe, Violetty- energiczne i szybkie, zaś Ramallo pukał z długimi odstępami. A Olga? No cóż, ona nie pukała, tylko wchodziła od razu.<Na zasadzie z buta wjeżdżam.> Nagle drzwi otworzyły się i stanęła w nich- najmniej spodziewana osoba- Val. Przysiadła na łóżku na przeciwko Angeles, popatrzyła jej w oczy, po czym westchnęła i zaczęła mówić:
-Przepraszam. Bardzo przepraszam i jednocześnie dziękuje. Pewnie zapytasz za co?- wyprzedziła pytanie szmaragdookiej.- Za to, że nic nie powiedziałaś Germanowi. Ja... To była jednorazowa słabość. Jeśli już nie chcesz mnie znać, to ja to zrozumiem. I przebacz Luisowi, to przezemnie on jest... Był... No zdradził cię.
-Rozumiem cię. Nic nie powiedziałam Germanowi, bo nie chciałam żeby cierpiał. Nigdy, od śmierci mojej siostry nie miał szczęścia w miłości. Mam nadzieję,że ty mu te szczęście przyniesiesz. Ale nie skrzywdź go już nigdy więcej, proszę cię. Mimo,że z zewnątrz wydaje się taki mocny i odporny na ból, to w środku jest bardzo wrażliwy. Jest jedyny w swoim rodzaju, jest...
-Ten sposób w jakim o nim mówisz... Kiedy o nim myślisz świecą ci się oczy. Policzki różowią się, a ty patrzysz gdzieś w przestrzeń. Jesteś zakochana! Zakochana w Germanie!- dziewczyna inżyniera niemal wykrzyknęła ostatnie zdanie. Angeles zatkała jej usta ręką.
-Co ty mówisz?! Ja... Nie! Idź już, jest późno. Kiedy kobieta wyszła, blondynka opadła na poduszki, lecz nie trwało to długo, bo tym razem po pokoju rozległo się energiczne, szybkie pukanie.
-Wejdź Vilu.
-Angie, Angie, Angie! To prawda,że zerwałaś z Luisem?- wydawała się bardzo przejęta całą sprawą.
-Tak kochanie.
-Czyli, że teraz jesteś wolna?-pytania siostrzenicy stawały się coraz dziwniejsze.
-Nooo tak.
-Czyli już nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś była z moim tatą!- wykrzyknęła
-...Noo nie do końca. Pominęłaś jeden mały szczegół.
-Tak? Niby jaki?-albo szatynka udawała głupią, albo naprawdę taką była.
-A Val? Dziewczyna Germana?
-...Ups. Całkiem o niej zapomniałam. Ale to chyba nie robi żadnej różnicy. Jedną w tą lub w tamtą...
-Vilu!
-Wymyśliłam nawet dla was skrót waszych imion! Co sądzisz o Germangie? Znaczy nie wymyśliłam tego sama, pomogła mi Olga no i Ramallo, ale myślę...
-VILU!-nastolatka popatrzyła że zdziwieniem na swoją ciotkę:
-No co?
-Ją i twój tatą nie możemy być razem. Na pewno nie teraz. A teraz idź do łóżka, już jest późno.-pogłaskała dziewczynę po głowie
-Noo dobrze. Dobranoc ciociu.
-Dobranoc, moja ukochaną siostrzenicy.- kiedy szatynka wychodziła minęła się w drzwiach z Germanem, który usiadł na łóżku Angie w tym samym miejscu, co dwie poprzednie osoby, po czym zapytał:
-Jak się czujesz?
-Bywało lepiej.- westchnęła.
-Wiem, że to może nie jest najodpowiedniejszym moment, ale chciałem dać ci to.-wręczył jej do ręki kremową kopertę że pozłacanymi zdobieniami. Popatrzyła na niego pytająco, a potem delikatnym ruchem ręki otworzyła kopertę i wyciągnęła z niej kartkę tego samego koloru. Wzięła głęboki oddech i zaczęła czytać:
- German Castillo oraz Valeria Rodríguez mają zaszczyt zaprosić
Angeles Saremego
Na ślub, który odbędzie się za tydzień w sobotę
o godzinie 15:00
w Rezydencji Castillo.- kiedy skończyła czytać nie mogła uwierzyć. Najpierw kobieta ma romans z Luisem, a tydzień po tym jakby nigdy nic bierze ślub. Czy German kiedykolwiek dowie się o jej zdradzie? Czy zostawi go przed ołtarzem?
-Angie. Mam do ciebie jeszcze jedną prośbę. Czy chciałabyś zająć się oprawą muzyczną i zaśpiewać na moim ślubie?
-Ale sama?
-To wszystko zależy od ciebie. A i możesz przyjść z Pablem, jeśli chcesz.
-Dziękuje. Zaśpiewam z Violettą. A i gratulacje na nowej drodze życia.-powiedziała tak jakby z niesmakiem. Mężczyzna uśmiechnął się tylko i wyszedł życząc dobrej nocy. Ona położyła się i zaczęła rozmyślać o wszystkim co jej się przydarzyło. Nasunęła kołdrę pod sam nos i starała się zasnąć. Nadaremnie.
-------------------------------------------------------------------------------
I oto rozdział. Dzisiaj taki trochę nijaki, trzeba było wyjaśnić niektóre sprawy.
Piszcie co sądzicie! Wyrażajcie opinię! Dojdzie do ślubu, czy nie? Czy Jadę go przerwie, a może to będzie ktoś inny? Piszcie, piszcie, piszcie! A i mam pytanie. Chcecie, żebym dodawała obrazki do rozdziałów? Bo ciekawie to wygląda, można sobie bardziej zobrazować opowiadanie. Piszcie!
BTW:Rozdział w pierwszy dzień lata! Macie plany na wakacje?

Chocolatelove

środa, 3 czerwca 2015

Rozdział 6

Otworzyła oczy. Blask słońca wkradł się do pokoju. Przypomniała sobie wczorajszy wieczór. Z Germanem. Wstała, umyła  się, ubrała i poszła do kuchni. O dziwo zastała tam Luisa.
-Cześć-nie zwrócił na nią uwagi
-Cześć Luis.- powiedziała głośniej- Jak było w pracy?
-A jak twój wieczór Z GERMANEM?!-zapytał patrząc jej w oczy.
-Skąd ty to...?
-Skąd wiedziałem?!-podniósł głos- Zostawił marynarkę. Jak już się z nim spotykasz, to mu oddaj- cisnął w ziemię marynarką, tuż pod jej nogi.
-A ty niby jesteś lepszy?! Wychodzisz sobie na pół nocy, do jakiegoś klubu i nie wiem, czy jesteś tam z jakąś lafiryndą, czy też nie! Wracasz  rano i zaczynasz się do mnie od razu rzucać. Nie pomyslałeś, że byłam tu z Germanem w jakiejś ważnej sprawie?!
-Ale nie mam pewności, czy mnie nie zdradzasz.
- A ja mam pewność?!
-To był wielki błąd, żeby tu z tobą przyjechać!
-Też tak myślę!-krzyknęła, po czym wyszła, zatrzaskijąc drzwi z hukiem.
***
Było około siódmej rano, kiedy blondynka doszła do Studia. Lekcje zaczynały się o dziewiątej, dlatego miała jeszcze trochę czasu na przemyślenia. Wparowała do pokoju nauczycielskiego, a tam na krześle, jakby nigdy nic siedział sobie German z okularami na nosie i przeglądał papiery. Po chwili podniósł wzrok na nauczycielkę i uśmiechnął się serdecznie.
- O, Angie. Cześć. Co tu robisz tak wcześnie?
-Mogłabym cię spytać o to samo.
- O ile się nie mylę, to pracuje.
- No, ja też, ale to nie zmienia faktu, że...Zaraz, co?!
- Pamiętasz, jak wczoraj mówiłem ci  o niespodziance?
- Nooo tak.
- < Suprajs!> A więc... niespodzianka!- mówiąc to machał rękami, jakby " wkręcał żaróweczki" i uśmiechał się uroczo- Będę pracował jako wasz księgowy, za darmo. Pomogę wam opanować sytuację Studia. A i opłaciłem rachunki, więc za kilka godzin powinien wrócić prąd oraz woda.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję!- wykrzyknęła, po czym pobiegła do niego z zamiarem pocałowania  go w policzek, kiedy on nagle przekręcił głowę i jej usta wylądowały na jego ustach. Mężczyzna zaczął odwzajemniać pocałunek i objął ją w talii. Ona, mimo, że chciała, nie potrafiła się odsunąć. Czas stanął w miejscu. Teraz liczyli się tylko oni. Ułożyła dłonie na jego torsie i oddawała się chwili, która mogła trwać wiecznie. Niestety musieli ją przetrwać, bo zabrakło im powietrza. Popatrzyli w swoje oczy. Blondynka odezwała się:
-Zrobiłeś to specjalnie.
- Ale przyznaj, że było warto.- wymruczał jej do ucha.
- Choć, bo za chwilę przyjdzie Gregorio, a on nie lubi, jak się całujemy.- zachichotała
***
Kiedy wszyscy uczniowie i nauczyciele byli obecni, wszyscy zebrali się w sali głównej. Oczywiście nie odbyło się bez licznych powitań ukochanej nauczycielki. Po pewnym czasie kobieta odezwała się:
-Mam dla was dwie wiadomości. Pierwsza:Od dzisiaj w Studio pracować będzie German, ojciec Violi, który pomoże nam w sprawach finansowych. Po drugie...-wyjęła z torebki kartkę- Antonio zostawił dla was list. Poprosił mnie, żebym wam to przeczytała, jako nowa właścicielka Studia.-przełnęła ślinę i zaczęła- Kochani! Jeśli słyszycie treść tego listu, to znaczy, że ją jestem już tam,na górze. Czego wam życzyć?
Życzę Violettcie,mojej ukochanej wnuczce, żeby dalej kontynuowała swoją pasję.
Życzę Leonowi, żeby czasami coś wygrał w zawodach motocrossowych.
Życzę Francesce, żeby odwiedziła jeszcze Włochy.
Życzę Ludmile, by dalej błyszczała, bo jest prawdziwą gwiazdą.
Życzę Naty, żeby przełamała niepewność  i stała się pewną siebie, cudowną  artystką.
Życzę Camilli, żeby wiedziała, że w każdym wcieleniu była zdolna.
Życzę Maxiemu, żeby wiedział, że mali ludzie są zdolni do wielkich rzeczy.
Życzę Andresowi, by zaznał szczęścia w miłości.
Życzę Gregoriowi, żeby dalej miał swój zacięty charakter, bo jest bardzo wyjątkowy.
Życzę Jackie, by układała dalej tak cudowne choreografie.
Życzę Beto, by nigdy nie zabrakło mu dobrego humoru.
Życzę Pablo, by spełniał dalej swoje obowiązki z tą samą pasją i szczęściem, co zawsze.
Życzę Angeles, mojej jedynej córce, żeby poradziła sobie w trudach tego świata i żeby znalazła szczęście w miłości.
Życzę wam wszystkim, żebyście spełniali marzenia i podążali swoją własną drogą. Wasz Antonio.-kiedy skończyła czytać, każdy na sali miał całą twarz mokrą od łez. Teraz trzeba było zacząć wszystko od nowa. Czas na nowy początek.
***
Około godziny siedenmastej  przekręciła klucz w zamku. Gdy weszła do domu,z początku było cicho, gdy nagle przerwał to dziwny dźwięk, dobiegający z sypialni. Powoli podeszła, uchyliła drzwi, a z zaskoczenia torebka trzymana w ręce upadła na podłogę. Ujrzała Louisa, tak jak go Bóg stworzył całującego Val, którą okrywały tylko jej włosy i śnieżnobiała kołdra. Kochankowie nie zauważyli jej i dalej kontynuowali swoją czynność. Kiedy blondynka odzyskała już mowę, powiedziała drżącym głosem:
-Od początku wiedziałam, że coś jest między wami. Nie rozumiem tylko jak mogłeś mi tego nie wyznać!- dwie pary oczu powędrowały na nią
-Angie, ja-ja ci to wyjaśnię...-jąkał się
-Tu nie ma nic do wyjaśniania!-załkała-To dlatego tak wychodziłeś z domu! Może macie też jakieś dziecko, o którym nie wiem?! Z nami koniec!-wybiegła z mieszkania. Prawie zabijając się na schodach wybiegła na dwór, gdzie rozesłała się burza. Łzy mieszały się z kroplami deszczu i spływały po twarzy strugami. Biegła przed siebie, aż dotarła do parku. Kręciła się po nim kilkanaście minut, zadając sobie tylko jedno pytanie:Dlaczego?
Po pewnym czasie postanowiła udać się do domu Castillo, by porozmawiać z Violettą. Potrzebowała rozmowy i przytulenia. Deszcz padał, a ona dalej szła. Kiedy doszła, zapukała do drzwi i otworzył jej pan domu. Ona- nie wiadomo dlaczego-wpadła odrazu w jego ramiona. On przytulił ją mocno i spytał:
-Co się stało? Jesteś przemoczona do suchej nitki.
-T-to Luis. On...on... ją widziałam go z kimś. I...i całowali się. Ja znam tą osobę. To...
***
Tadam! Jak myślicie, Angie wyda Val? Czy będzie lojalna i nic nie powie? Było beso. I tak to wcześniej, niż planowałam, no ale cóż. Komentujcie, reklamujcie, polecajcie!
Chocolatelove