poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Jednorazówka ,,Rana"

Angie, Angie 
when will those clouds all disappear?
Angie, Angie 
where will it lead us from here?

Odjechała. Czarne audi zniknęło za zakrętem. Violetta wtuliła się we mnie mocniej. Czy wróci?  Nie wiem. Do kogo? Też nie wiem. Skrzywdziłem ją,  oszukałem,  wykorzystałem. Może właśnie we Francji będzie jej lepiej? Nie wiem. W tamtym momencie moje życie stało się jednym, wielkim znakiem zapytania. Co się stanie, jeśli ona zapomni? Zapomni o tym, co dalej czeka na nią w słonecznym Buenos Aires. Czy ja zapomnę? Nigdy. Zawsze będę miał w pamięci dotyk jej rąk,  zapach włosów, wesoło podskakujących przy każdym jej ruchu. Nie wymażę z pamięci jej pogodnego, melodyjnego głosu, mówiącego ,,dzień dobry!" każdego poranka. Delikatnego dotyku klawiszy pianina, który rozpoczynał melodię. Jej nieziemskich pocałunków, których skradlem  jej parę. Jej perlistego śmiechu,  pełnego szczerości i pozytywnego wydźwięku. Idealna w każdym calu. Angie.

Dziesięć lat później

Przez matowe zasłony przebijały się promienie jesiennego słońca. Villa Castillo stała pusta. W środku siedział tylko jeden, zapracowany jak zawsze pan domu. Zaciekle wbijał cyferki do komputera, poprawiając co jakiś czas okulary. Został sam. Ramallo umarł kilka lat temu. Był to cios dla nich wszystkich. Po pewnym czasie, od jego śmierci Olga wyjechała gdzieś do rodziny, zostawiając Germana samego w domu. A Violetta? Po zakończeniu szkoły, podpisała kontrakt z wytwórnią, ale wpadła w złe towarzystwo. Stała się upadłą gwiazdką młodzieżowej wytwórni. Popadła w nałogi, a gazety plotkarskie co jakiś czas wspominały o ,,wspaniałej Violettcie Castillo'', która przegrała z nałogiem. Czasami odwiedzała tylko ojca na urodziny lub wtedy, gdy po prostu nie miała pieniędzy. Stoczyła się.
A ona? Nie, nie wróciła. Przestała dzwonić. Przestała pisać. Urwała wszelkie kontakty z nimi. Pewnie teraz spaceruje sobie gdzieś po Paryżu, ze swoim mężem i wychowują razem trójkę dzieci. Pan domu nawet nie mógł o tym myśleć. Jeszcze gwałtowniej zaczął wstukiwać cyfry do komputera, gdy nagle zadzwonił telefon. Może to ona? Spojrzał na wyświetlacz, ale to nie był jej numer. Odebrał. Po drugiej stronie odezwał się głos mężczyzny, mówiącego z francuskim akcentem, trochę nie sprawnie po hiszpańsku:
-Dzień dobry. Rozmawiam z panem Germanem Castillo?
-Tak, tak to ja. O co chodzi?- potarł ręka po zsiwiałych włosach.
-Aspirant Juan Carlos. Dzwonię w sprawie panny Angeles Saramego.- na dźwięk jej imienia niespokojnie poruszył się w fotelu.
-Angie? Co z nią?
-Niestety, wczoraj samolot lecący do Buenos Aires, w którym była panna Saramego, rozbił się. Moje kondolencje.- powiedział policjant wzdychając ciężko. German otworzył szeroko oczy. Jak to: rozbił się?! Angie... nie żyje? Nie, nie to nie może być prawda... Nie mogła umrzeć!  Nie ona! Chciała do niego wrócić,  leciała do Buenos Aires. Mogli być już na zawsze razem. Zakończył połączenie i wyszedł z gabinetu.
Wygląd salonu nie zmienił się nic a nic. Kremowe kanapy stały i czekały, aż ktoś na nie usiądzie. Stół w jadalni był zastawiony, jakby mężczyzna cały czas oczekiwał gości. Usiadł przy czarnym fortepianie, przykrytym sporą warstwą kurzu. Dotknął kilku klawiszy. Ona też ich dotykała. Zaczął grać smętną melodię. Nagle, uderzył pięścią w klawisze. Muzyka przypominała mu o Angeles. Podszedł do drzwi tarasowych. Otworzył je na oścież. W jego twarz buchnęło zimne, świeże powietrze. Wszedł do ogrodu. Trawa była jakaś pożółkła, a liście na drzewach niemal przeźroczyste. W ogrodzie było słychać jej śmiech! Ten piękny, perlisty śmiech! Wiatr przenosił jej zapach, a ostatnie kwiaty oddawały błękit jej oczu. W pewnym momencie, miał wrażenie, że widzi jej twarz odbijającą się w tafli wody stawu. Nie, przecież  nie oszalał. Ona była warta szaleństwa. Przestraszony, uciekł do środka domu, a jego kroki pokierowały się w stronę pokoju Angie. Łóżko, było nienagannie zaścielone, a na szafce nocnej leżały książki, jakby przygotowane do czytania. Otworzył jej szafę. Na dnie leżało kilka starych ubrań. Wziął do ręki jedną z jej długich sukienek i powąchał ją. Czuć było delikatny zapach kobiety. Przytulił do siebie ubranie i położył się na jej łóżku, wdychając jej zapach. 

But Angie, Angie, 
you can't say we never tried
Angie, you're beautiful 
but ain't it time we said goodbye?
Angie, I still love you 
remember all those nights we cried?

Dlaczego wtedy był takim cholernym tchórzem?! Dlaczego nie powiedział jej od razu, że ją kocha i nie może bez niej żyć? Może teraz jeszcze by żyła... To wszystko jego wina!
Z przemyśleń wyrwał go długi i donośny dzwonek do drzwi. Delikatnie ułożył sukienkę Angie na łóżku i zszedł na dół. Otworzył drzwi. Za nimi stała chuda, wysoka dziewczyna z potarganymi, przetłuszczonymi włosami, z których schodziła blond farba. Miała niedbale zarzucony na siebie ponaciągany sweter i podarte jeansy. Podpuchnięte oczy były pomalowane ciemnym cieniem, a usta wymuskane czerwoną szminką. Jednym słowem - obraz nędzy i rozpaczy. Violetta.
Trzydziestolatka odezwała się zachrypniętym głosem, przy okazji gasząc papierosa o metalową framugę:
- Masz kasę? Już wszystko wydałam. - nie wiadomo, gdzie zniknęła piękna dziewczyna, ubierająca się w pastele i pragnąca nieść wszystkim pomoc i miłość. Teraz, była to wiecznie zmęczona narkomanka, żyjąca na utrzymaniu ojca i swoich starszych, bogatych chłopaków. -Nie masz? No nie żartuj sobie ze mnie.- zaśmiała się gorzko.
-Violu, muszę z tobą porozmawiać. I to poważnie.
-Nie, ja nie chcę z tobą rozmawiać! Nie będziesz mi cały czas truł jak mam żyć! To moja sprawa, czy żyję w idealnym świecie czy w walącej się budzie! I ty nie masz....
-Angie nie żyje.-brunet przerwał jej jej głośną wypowiedź. Kobieta ucichła i wpatrzyła się w ojca wielkimi oczami. Pierwszy raz od tych kilku lat widział w nich powagę i jednocześnie smutek. Jego oczy również zaszły mgłą. Po chwili odezwała się cichutko:
-Jak to: nie żyje?  Ona... Oh, tato!- rzuciła się mu w ramiona i zaczęła gorzko szlochać. Zobaczył w niej znowu tę samą  osiemnastoletnią Violettę. Płakała, naprawdę płakała. A on? Jego łzy już dawno gdzieś wyparowały. Nie miał czym płakać. W środku jednak pękał ze smutku i żalu. -Tato? Tato... co teraz będzie?
-Nie wiem kochanie. Naprawdę nie wiem.- Rana. To jedyne, co mu po niej zostało.

But Angie, I still love you, baby
Everywhere I look I see your eyes
There ain't a woman that comes close to you
Come on baby, dry your eyes

*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*
Taaak! To pierwsza jednorazówka na tym blogu! Mam nadzieję,  że spodobała wam się trochę taka inna forma mojej twórczości  :)
A piosenka to The Rolling Stones- Angie
Aha i komentarze mile widziane:))
Do zobaczenia niedługo!
Besos,
Ola:*

4 komentarze:

  1. Borzeeeeee...😢takie to smutne. On ją tak kochał! A ona odeszła... Niech mnie ktoś przytuli... 😢😢
    Ale ogólnie to zakochałam, się w Twoim pisaniu i czekam na więcej... obojętnie czego!💜💖 Rozdziałów, jednorazówek... co napiszesz, w tym się zakocham! 😻
    Buziaki 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejciu jejciu dziękuję! 💞 Bardzo lubię pisać i raczej szybko z tym nie skończę (nie pozbędziecie się mnie tak łatwo 😂)
      A co do jednorazowki. Bardzo smutno mi było, kiedy to pisałam. Zawsze kończy się Happy End'em, a tu nagle śmierć. Trzeba chwytać dzień, bo nie wiadomo, co przyniesie jutro.

      Usuń
  2. O jaaa to jest jedna z wielu opowieści, które wzruszyły mnie do łez. Wspaniale ci to wyszło! Jestem zachwycona każdym detalem
    Czekam na kolejne prace spod twojego pióra pisarskiego
    Besos

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że doprowadzilam Cię do płaczu (w tym pozytywnym sensie oczywiście 😂) Dziękuję bardzo za milutki komentarz😙
      Besitos

      Usuń