To było bardziej...pożądanie. Od wtedy zaczęliśmy się spotykać w tajemnicy. Nigdy nie miałam nocnej zmiany, a Louis nigdy nie pracował w klubie. Wtedy, gdy Angie przyszła do ciebie wieczorem, gdy nakryła kobietę z Louisem, to byłam ja. Teraz, bardzo się tego wstydzę. Wiem, że cię okłamałam, wiem, że wykorzystałam. Wiem też, że skrzywdziłam Angie. Przepraszam. Bardzo przepraszam. Ale, gdy poczułam prawdziwą miłość, mogłam dla niej zrobić wszystko. Jeśli chcesz zniknę z twojego życia, nigdy się do ciebie nie odezwę. Ale nie bądź zły. Miłość nie wybiera. W moim przypadku jest ona ślepa. Przepraszam.- odwróciła się, podniosła brzeg sukni do góry i odeszła w stronę domu z łzami cieknącymi po policzkach. Odwróciła się dopiero, gdy usłyszała swoje imię. Louis stał na przeciwko niej w odległości kilku metrów. Po chwili podszedł bliżej i klęknął tuż przed nią. Ona otworzyła oczy że zdumienia, gdy wyjął z kieszeni marynarki złoty pierścionek z zielonym oczkiem. Po chwili przypatrywania się złotemu krążkowi spojrzał na nią i zaczął mówić:
-Noszę go zawsze, na szczęście. Należał do mojej mamy. Teraz uznałem, że dziedziczką szczęścia tego pierścionka zostanie inna kobieta. Jest piękna, czuła, opiekuńcza, mądra. I niezamężna. Wiem, że to decyzja chwili, ale jednak ją podjąłem. Valerio Rodríguez, czy zostaniesz moją żoną?- wszyscy goście trwali w ciszy pełnej napięcia. Kobiecie zaszkliły się oczy. Po chwili powiedziała trzęsącym się głosem:
-Jeśli się zgodę, wytrzymasz ze mną do końca życia?- on kiwnął głową ,,na tak"-Więc zgadzam się. Zostanę twoją żoną.- po tłumie rozeszły się oklaski i wiwaty. Po chwili ktoś z tłumu, kim okazał się urzędnik, odezwał się:
-Może wykorzystamy już to, że przybyłem? Podejdźcie tu Louis, Valeria. Potrzebujemy jeszcze tylko świadków. Niech ktoś się zgłosi.- po chwili ustalono, że świadkami zostaną Ramallo i Olga. Bez specjalnych wstępów, mężczyzna zapytał :
-Czy ty Valerio, bierzesz tego mężczyznę za męża i ślubujesz mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że go nie opuścisz aż do śmierci?
-Tak, biorę- odpowiedziała kobieta z łzami, tym razem szczęścia w oczach. Z drugiej strony padła taka sama odpowiedź i po chwili na pozwolenie urzędnika para połączyła się w namiętnym pocałunku. Kiedy wszyscy gratulowali nowożeńcom, Angeles niezauważalnie usunęła się do cichszej części ogrodu. Usiadła na białej chuśtawce ogrodowej i zamknęła oczy pozwalając promieniom słońca tańczyć po swojej twarzy. Z jednej strony cieszyła się, jak się sprawy potoczyły, z drugiej martwiła się o Germana. Od przemowy Valerii nie odezwał się ani razu. Czy to był aż taki szok dla niego? Nagle poczuła, że chuśtawka zatrzęsła się i ktoś obok usiadł. Po chwili ciszy tajemnicza osoba położyła rękę na dłoni kobiety spoczywającej na siedzeniu . Ręką przybysza ścisnęła delikatną dłoń nauczycielki, która otworzyła wtedy oczy i popatrzyła na mężczyznę. Pablo. Chodziło mu chyba o to, że trzeba już iść. Po chwili potwierdził jej przypuszczenia:
-Angie, idziemy?
-Chciałabym jeszcze pogadać z Germanem. Trochę się o niego martwię.
-Okej. Będę tu czekał.-uśmiechnęła się do niego, po czym wstała i udała się w stronę gabinetu szwagra, gdzie miała nadzieję go spotkać. Przedarła się przez tłum gości bawiących się przy muzyce i zapukała do dębowych drzwi. W odpowiedzi, otrzymała pomruk zezwalający na wejście, po czym lekko rozchylając drzwi weszła. Szwagier siedział na fotelu z nie obecnym wzrokiem odwrócony w stronę okna. Krawat był rozluźniony, a koszula miała rozpięte dwa guziki. Marynarka, jakby rzucowa w złości, leżała na ziemi. Kobieta podniosła ją, ostrzepała z kurzu i powiesiła na oparciu krzesła, na którym następnie usiadła. Siedzieli w ciszy. Ile to trwało? Kilka sekund? Minut? Godzin? Albo lat? Cisza była lekiem. Podziałała, bo po tym czasie On zapiął koszulę, poprawił krawat i teraz wpatrywał się w Angie. Po chwili Ona się odezwała:
-German... Jak się czujesz?
-Dlaczego wtedy nie powiedziałaś mi, że to była Valeria? Odwołałbym cały ślub, porozmawiałbym z nią. Nie musiałabyś cierpieć. Przeze mnie. Przez nią.
-Ale German. Ja uznałam, że mi nie uwierzysz. Będziesz miał pretensje, że...-mężczyzna przyłożył jej palec do ust uciszając. Po chwili chwycił jej podbródek przybliżając ich twarze do siebie, po czym szepnął:
-Angeles, przestańmy już myśleć o przeszłości. Teraz najważniejsza jest przyszłość. Już nic i nikt nie stoi nam na przeszkodzie. -chciał ją pocałować, ale ona wytrwała się i gwałtownie wstała, a jej głos stał się oziębły:
-Co ty w ogóle robisz?! Ledwo co uniknąłeś małżeństwa, a już chcesz mnie całować! Wstydziłbyś się German! Myślałam, że jesteś inny. -zatrzasnęła za sobą drzwi, a w jej oczach można było zobaczyć żal i gorycz.
Angie od rana siedziała w Studiu, mimo, że była sobota. Musiała ogarnąć niektóre sprawy. Przejrzeć papiery, zaplanować wydatki i uzupełnić raporty z zeszłych miesięcy. Dalej była obrażona po wczorajszej postawie Germana, ale chciała do niego zadzwonić, zapytać jak się czuje, czy czegoś nie potrzebuje. Od wczoraj nikt z rodziny Castillo nie odezwał się do niej. Wszyscy napewno byli zaskoczeni postawą Valerii, która tak długo ukrywała przed nimi fakt zdrady. Ludzie są naprawdę dziwni. Sama zastanawiała się, jak bardzo trzeba być odważnym, żeby wyjawić sekret, skrywany gdzieś na dnie swojego serca. Jak powiedzieć to tak, żeby druga osoba cierpiała najmniej. Zresztą, Angie miała już takie doświadczenie. Prawie rok, po odnalezieniu Violetty, skrywała swoją osobowość, by być blisko ukochanej siostrzenicy. Lecz to było białe kłamstwo. Tego, co zrobiła Valeria, nie dało się wytłumaczyć.
Z rozmyślań wyrwał ją dźwięk telefonu, gdzieś z pod kartek. Ogarnęła stertę papieru i wydobyła telefon. Wyświetlał się na nim nieznany numer. Po chwili zawahania, odebrała.
-Halo?
-Dzień dobry, czy mam przyjemność z Angeles Saramego?- po drugiej stronie usłyszała ciepły i głęboki głos. Głos mężczyzny.
-Tak, tak. Kto mówi? - zapytała trochę niepewnie.
-Oh, gdzie moje maniery. Nazywam się Alexander Belli. Jestem dyrektorem odziału artystyczno-muzycznego Julliard School w Buenos Aires. Rozmawialiśmy kilka dni temu.
-O, faktycznie.- Angie przypominała sobie rozmowę telefoniczną z facetem. Nigdy nie miała pamięci do imion.
-Więc... Kiedy możemy omówić szczegóły współpracy? Może za pół godziny, w kawiarence przy parku?
-Dobrze. Do zobaczenia.- rozłączyła się. Była bardzo podekscytowana. Taka szansa zdarza się raz na milion. Mogliby wystawić przedstawienie, zrobić całkiem nowy nabór, zakupić nowe instrumenty. Oby wszystko poszło po jej myśli. Zebrała to, co leżało na biurku, wsypała do torebki i udała się w stronę wyjścia. Po piętnastu minutach spaceru dotarła do małej kawiarenki. Stoliki były przykryte pastelowymi obrusami, a wiklinowe fotele były wypełnione kolorowymi poduszkami. Ludzie w większości byli zajęci rozmową, lub spożywaniem sobotniego lunchu.
Rozejrzała się po lokalu, szukając wzrokiem mężczyzny z którym miała się spotkać. Jeden z nich zwrócił jej uwagę. Miał ciemne, średniej długości włosy, lekki zarost i był dobrze zbudowany. Po chwili zwrócił na nią uwagę i pomachał w jej stronę. Podeszła do stolika w rogu sali, a on wstał i podał jej rękę.
Rozejrzała się po lokalu, szukając wzrokiem mężczyzny z którym miała się spotkać. Jeden z nich zwrócił jej uwagę. Miał ciemne, średniej długości włosy, lekki zarost i był dobrze zbudowany. Po chwili zwrócił na nią uwagę i pomachał w jej stronę. Podeszła do stolika w rogu sali, a on wstał i podał jej rękę.
-Panna Angeles, tak? Jestem Alexander. - miał bardzo ładne, jasne oczy. No i był przystojny.
-Angie. Możesz... Znaczy może pan mówić na mnie Angie.- uśmiechnęła sie do niego, a on odwzajemnił gest.
-W takim razie, ja jestem Alex.
Po chwili usiedli, a mężczyzna wyjął z teczki plik dokumentów od których oddzielił jedną zadrukowaną kartkę.
- To jest umowa o współpracy Studia OnBeat i Julliard School. Przeczytaj wszystko na spokojnie, a potem zdecydujesz, co dalej.- szybko przeleciała dokument spojrzeniem. Wszystko się zgadzało, więc bez zastanowienia złożyła podpis w wyznaczonym miejscu.
-Świetnie. Szybko się zdecydowałaś. Inni potrzebowaliby pomocy prawnika.- zaśmiał się. Schował dokument do teczki i wlepił wzrok w kobietę. Ona odruchowo poprawiła włosy i zdziwiona zapytała:
-O co chodzi? Mam coś na twarzy?- Alex oderwał od niej wzrok i speszony powiedział :
-Nie, nie... Tylko... Masz bardzo ładne... No wiesz. Oczy. Tak.- wbił wzrok w stół. Ona zarumieniła się.
-Eh, dzięki. Twoje też są... są fajne.- zapanowała krępująca cisza. Kobieta przerwała ją:
-To... Może przyjdziesz jutro do Studia, opowiemy uczniom o współpracy. Co ty na to?
-Tak, bardzo chętnie. A myślałaś już o przedstawieniu? Wiesz, żeby zareklamować obie szkoły.
-Nieee.-przeciagnęła.-Pomyślę o tym dzisiaj.
-Jeśli będziesz potrzebowała pomocy, to zadzwoń. -uśmiechnął się. -No dobrze, na mnie już pora. Do jutra!
-Pa!-pomachała mu ręką. Patrzyła jeszcze długo w miejsce, w którym zniknął. Czy jej serce zagoiło już rany przeszłości i było gotowe na nowe uczucie?
-----------------------
No tak. Długo mnie nie było. Bardzo długo. Musiałam sobie poukładać niektóre sprawy. No ale jestem. Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze zagląda. Do następnego rozdziału.
Ola


Mega, mega, mega rozdział! Dziś natrafiłam na twojego bloga i stwierdzamy, że świetnie piszesz! Bardzo mi się to podoba, z z niecierpliwi niem czekam na Germangie...
OdpowiedzUsuńAle zakładam, że jeszcze trochę sobie poczekam.
czekam na next :*
Besos
Łoł!😱Jestem zachwycona!😍😻Blog mi się bardzo podoba i na pewno będę czytać go regularnie. (Wgl to polecam się i mojego bloga, który znów ruszył pełną parą)
OdpowiedzUsuń