czwartek, 30 lipca 2015

Rozdział 9

-Możesz pocałować pannę młodą.-wyleciało z ust urzędnika. Jej już teraźniejszy mąż podniósł z jej twarzy firankę welonu. Ujrzała uśmiechniętą twarz Germana. Po chwili para złączyła się w pocałunku...
***
Angeles gwałtownie podniosła się z łóżka. Dlaczego przyśniło jej się właśnie to? Przecież to nie ona bierze jutro ślub że swoim szwagrem. Spojrzała na zegarek. 4:30.To jednak dzisiaj. Dzisiaj już na zawsze straci swoją szansę, której nigdy nie wykorzystała. Dzisiaj straci swój los na loterii nazwanej Miłością i Szczęściem. Odda go kobiecie, która w sekrecie zdradziła go.
Pozostawi w niej pustkę. Samą skórę i kości.
***
Nauczycielka śpiewu przebywała w Studiu, ponieważ był piątek. Za kilka godzin miała z niego wyjść, by przygotować się na ślub. Postanowiła po raz ostatni przećwiczyć piosenkę na ślub jej szwagra. Udała się w stronę keyboardu, po czym zaczęła śpiewać cichutko:
- It's you who
I give the most to
I'll let you go when you need room
It's you who
I give my heart to
Baby be careful
I've only got one...one...one.

-Piękna. Pewnie pisałaś ją z myślą o Germanie.-odezwał się głos zza jej pleców. Obejrzała się, a za nią stał...
-Pablo! Przestań się ciągle zakradać...!-zbeształa go  Angeles. On zaś obszedł keyboard, tak, by stać z nią twarz w twarz, po czym zrobił-jak jego przyjaciółka uważała-minę małego niedźwiedzia i powiedział:
-Oj, nie gniewaj się już na mnie. Proszę.
-Jak mogłabym się gniewać na mojego bezbronnego misia?-zaśmiała się -Czekaj, czekaj. Bezbronnym misiem byłem w przedszkolu. Teraz jestem dorosłym niedźwiedziem.- przy ostatnim zdaniu wypiął pierś i zniżył głos. Kobieta tylko zaśmiała się ukazując rządek białych zębów i poczochrała jego czuprynę. Po chwili oboje wybuchnęli gromkim śmiechem.
-Angie...?-tą chwilę przerwał czekoladooki brunet, który właśnie wszedł do sali. Dwójka zamilkła i wybiła wzrok w przybyłego.
-German...Coś się stało?-zapytała, a w jej głosie można było wyczuć nutę chłodu.
-Chciałem tylko spytać, czy wszystko już masz przygotowane z Violettą na uroczystość?
-Tak, już od dawna. A teraz, przepraszam. Pójdę się przygotować. Do zobaczenia.-i wyszła.
Mężczyźni tylko popatrzyli po  sobie, po czym Pablo odezwał się:
-Nie wiesz, co tracisz.
***
Stanęła przed drzwiami. Mogła jeszcze zawrócić. Mogła uciec i zostawić to wszystko za sobą. Nie, nie mogła tego zrobić siostrzenicy. Nie mogła jej zostawić w tak trudnym dla niej dniu. Kiedy położyła dłoń na drzwiach, one same się otworzyły i stanął w nich Ramallo z pochmurną miną. Kiedy zobaczył kobietę, odrazu uśmiechnął się szczerze.
-Panienka Angeles! Wejdź proszę. Violetta czeka na ciebie na górze.-po tych słowach dziewczyna udała się na górę. Pokonała schody, doszła do drzwi i delikatnie zapukała. Odpowiedział jej delikatny dziewczęcy głos, zezwalający na wejście. Gdy wstąpiła do pokoju uderzył ją zapach waniliowo-jaśminowych perfum i prawie przewróciła się potykając o porozrzucane na podłodze ubrania.
-Vilu? Jesteś tam?-zza rogu szafy wyłoniła się nastolatka. Ubrana była w kremową sukienkę z długim rękawem rozszerzaną u dołu i przepasaną w tali brokatowym paskiem. Na włosach miała opaskę z doczepianymi stokrotkami. Jedynie jej smutna mina psuła całokształt. Dziewczyna, gdy zobaczyła ciotkę, wydała z siebie pisk o wysokiej częstotliwości i przytuliła kobietę.
-Angie!Angie!Angie! Pięknie wyglądasz!-okręciła nauczycielkę wokół własnej osi, przez co jej chabrowa sukienka z koronkowymi plecami również poszła w ruch.
-Violu. Obawiam się, że już musimy iść.-odrzekła smutno. Nastolatka chwyciła jej rękę, po czym obie udały się w stronę ogrodu, gdzie miała się odbyć uroczystość.
***
Zasiadła przy fortepianie i popatrzyła na siostrzenicę zajmującą miejsce przy mikrofonie. Ułożyła partytury przed sobą i poprawiła swój mikrofon. Pierwszą piosenką miało być Ahi Estare, więc przygotowała gitarę. Ćwiczyły tą piosenkę wiele razy i za każdym razem wychodziła wprost magicznie. Goście zaczęli się schodzić. Dojrzała kilku przyjaciół Violetty, ale mnóstwo twarzy było nieznanych. Wśród siedzących przybyłych w pierwszym rzędzie dojrzała Pablita, który pomachał nieśmiale. Uśmiechnęła się na jego widok, ale po chwili mina jej zrzedła, gdy zobaczyła Louisa. Ten udał się w jej stronę, ale ona wstała i odeszła. Po chwili złapał ją za ramię i odwrócił w swoją stronę.
-Angie, chcę porozmawiać.
- Zrozum, że nie mamy o czym! Nie powinieneś rozmawiać ze mną, tylko z Val. Chcecie to ukrywać do końca? Przecież za kilka minut ona bierze ślub. Przemyśl to, zanim będzie za późno.- wróciła do instrumentów i zaczęła stroić gitarę. Kilka chwil później dostrzegła Jego. Ubrany był w czarny garnitur i elegancką muszkę w kolorze ciemnego karminu. Jego spojrzenie było dosyć niepewne, nie tak zapełnione miłością jak podczas ślubu z Marią. Wtedy spojrzał na nią. W jego oczach pojawiły się iskierki, a na twarz mimowolnie wcisnął się banan. Ona z trudem odkleiła od niego wzrok i spojrzała na Ramallo, który dawał jej i siostrzenicy znak, by zaczęły grać. Ona złapała gitarę akustyczną i wydała z niej pierwsze dźwięki, co uciszyło tłum. Po chwili Violetta dołączyła do tego swój śpiew:

-Mi corazón busca sin parar
una estrella en lo alto de este mar
si pudieras alumbrarme un camino hacia ti
es posible que te pueda encontrar,
cada mañana pienso en tu voz
y el momento en que te veo llegar
si esta vida se enamora de nuestra pasión
algún día nos podrá juntar 

Tan solo dime donde yo estaré
entre mis brazos yo te cuidare
como mil almas inseparables
y soñar un beso sin final
dime si ahí algo que yo pueda hacer
para esconderte dentro de mi ser
yo se que sucederá
tu mitad y mi mitad muy pronto ya se encontraran
no por casualidad-
kiedy rozbrzmiewały dźwięki piosenki na rozłożony długi, czerwony dywan weszła Valeria. Była ubrana w śnieżno-białą, dopasowaną do ciała suknię, pokrytą kononką. Wyjątkowo wyprostowane włosy ozdabiała opaska pleciona z złotych łańcuszków. W połowie refrenu stała już na wprost Germana, trzymając go za ręce. Po ostatnim słowie Violi urzędnik zaczął mówić:
- Szanowni państwo! Miłość to uczucie, które jest jednym z najsilniejszych i najbardziej znaczących przeżyć w życiu człowieka. Człowiek rodzi się z miłości, dla miłości i do miłości. Jest wiele wyrazów miłości, może ona być skierowana do dziecka, kobiety, ojczyzny, boga. Warto żyć dla kogoś, kogo kochamy. Jednym słowem warto żyć dla miłości, ale trzeba umieć z nią żyć. O tym, że potrafią żyć z miłością przekonani są nasi dzisiejsi narzeczeni: German i Valeria. Za chwilę, przed wami wszystkimi miłość swoją potwierdzą i na zawsze złączą się w jedno.- w między czasie ciotka i siostrzenica zamieniły się miejscami. Nastolatka dotknęła palcami klawisze i nauczyciekla zaczęła śpiewać:
-I love, watching your every move
Trying to get close to you
Seems like I'm falling in love
I feel, heaven under my feet
Wrapped up in silky sheets
Come lay your head down next to me

Oh oh

It's you who
I give the most to
I'll let you go when you need room
It's you who
I give my heart to
Baby be careful
I've only got one
-jedna mała łza popłynęła po jej policzku. Niezauważalnie ją starła i zajęła miejsce obok Pabla, który ścisnął mocno jej dłoń i pocałował w policzek. Po chwili urzędnik odezwał się:
-Przejdźmy teraz to formalności. Zanim złączę tą parę w związek małżeński, tego kto się nie zgadza,proszę o powiedzenie tego teraz lub zamilknięcie na wieki.-nastała chwila ciszy, o dziwo prawie wszyscy, łącznie z Germanem spojrzeli w kierunku  Angeles, która skutecznie unikała ich wzroku. Po chwili ktoś niespodziewanie wykrzyczał:
-Ja! Ja nie chcę tego małżeństwa!-słowa te wydostały się z ust...
*********************************************************************************
Długo oczekiwany rozdział dziewiąty!
Komentujcie! Wyrażajcie opinię! Są obrazki!

Miłych wakacji!


środa, 1 lipca 2015

Rozdział 8


-To już będzie ostatni raz. Raz, dwa i trzy!-blondynka właśnie prowadziła lekcję w klasie Violetty. Dopracowywali właśnie wspólnie stworzoną piosenkę. Kiedy gitara wydała pierwsze dźwięki, salę wypełniły zgrane głosy uczniów:
- Yo solo quiero cantar
Tocar tu alma con mi voz
Yo solo quiero bailar
Dar alas al corazón
Alas al corazón
Porque la musica es vocación
Es mi pasión (mi pasion)
No es obsesión es lo que soy
La musica es mi verdad
Y no voy a enganar- zakończyli delikatnie. Usłyszeli brawa nauczycielki, która zachwycona siedziała na biurku, jak miała to w zwyczaju. Po chwili odezwała się:
-Cudownie! Ćwiczcie w domu i jeśli macie jakieś propozycje, to śmiało!- mówiła nauczycielka do wychodzących podopiecznych. Właśnie komponowali nową piosenkę, która była odzwierciedleniem ich życiowej pasji. Mimo, że piosence brakowało jeszcze zwrotek, już wzbudzała duże emocje. Co można było jeszcze dodać? Nauczycielka wzięła na kolana zeszyt, gdzie zapisywała swoje piosenki i zaczęła go kartkować. Wpisywała poszczególne frazy, wyrażenia, zdania. Ubrała  to w odpowiednie słowa, po czym podeszła do keyboardu i zaczęła grać pewną melodię. Po chwili dołączyła słowa:
- Esta es una historia sin final
Empezo como un cuento y no acabara
Habla de pasión en mi profesión
Es donde yoy y quien soy
Es mas fuerte que yo 
Si una nota suena en mi interior
Me vuelvo el cantante y la canción
Me vuelvo luna y tambien sol

Yo solo quiero cantar
Tocar tu alma con mi voz
Yo solo quiero bailar
Dar alas al corazón
Alas al corazón
Porque la musica es vocación
Es mi pasión (mi pasion)
No es obsesión es lo que soy
La musica es mi verdad
Y no voy a enganar

Usłyszała brawa. Kiedy podniosła wzrok zobaczyła uśmiechniętą Violettę stojącą przed instrumentem.
-Długo tu stoisz?-zapytała kobieta
-Taaak, a ta piosenka jest świetna!-wyszczerzyła się jeszcze bardziej
-Oj, już nie przesadzaj.
-Nie, nie. Kocham wszystko: tekst, muzykę, tonację. Jest idealna!
-Brakuje jej jeszcze tylko jednej zwrotki. Vilu...-postanowiła zmienić temat- Jak tam idą przygotowania do ślubu twojego taty i Valerii?
Nastolatka widocznie zmarkotniała. Widać było, że nie jest szczęśliwa z tego powodu. Po chwili odezwała się:
-Dobrze... Chyba już pójdę, nie będę ci przeszkadzać.- po tych słowach wyszła. Kiedy kobieta miała zamiar już zbierać się do domu, przypomniała sobie, że za kilka dni właśnie na tej uroczystości musi zaśpiewać. Postanowiła napisać nową piosenkę, specjalnie na tą okazję. O czym miała napisać? Ktoś mądry mógłby powiedzieć, że o miłości. Łatwo mówić. Pamiętała, jak codziennie zakochiwała się w nim od nowa. Codziennie coraz bardziej. Skupiła się na tych chwilach. Pamiętała jak kochała oglądać każdy jego ruch. Jak czuła niebo pod stopami. Jak był spełnieniem jej marzeń. Wtedy nacisnęła klawisze i słowa same poleciały z jej ust:

- I love, watching your every move
Trying to get close to you
Seems like I'm falling in love
I feel, heaven under my feet
Wrapped up in silky sheets
Come lay your head down next to me

Oh oh

It's you who
I give the most to
I'll let you go when you need room
It's you who
I give my heart to
Baby be careful
I've only got one


***
-Pablo! Nie uwierzysz, kto dzwonił!- Angeles wpadła do sali niczym burza, ściskając telefon w ręcę.
-No słucham.
-Kojarzysz Juilliard School w Nowym Yorku?
-Oczywiście. Przecież to jedna z najlepszych muzycznych uczelni na świecie. Każdy muzyk powinien chociaż o niej usłyszeć.
-No właśnie. I oni chcą utworzyć oddział muzyczno-artystyczny w Buenos Aires. Już nawet kończą, bo postanowienie wyszło kilka lat temu. Specjalnie budują nowy budynek i..
-Czekaj.-przerwał jej- Czy to, co budują przed Studiem to to, o czym myślę?- Angie energicznie pokiwała głową. Rzeczywiście, od kilku lat przed szkołą muzyczną budował się pewien budynek, o bardzo ciekawym wyglądzie. Przecież wielokrotnie dźwięk młotu pneumatycznego przeszkadzał w lekcjach i zagłuszał śpiew uczniów. Trzeba było tylko skojarzyć fakty. 
-I oni dzwonili i... Zapytali się, czy Studio nie chce dołączyć do nich i stworzyć instytucję, gdzie uczniowie mogą uczęszczać do Studia, a potem na studia muzyczne w sąsiednim budynku. Czy to nie wspaniały pomysł?
-No nie wiem. Dasz sobie radę?
-No chyba mi pomożesz, prawda?
-Jak bym nie mógł? Zmusiłabyś mnie do tego siłą.-zaśmiał się
-Oni spadli nam z nieba! Studio będzie miało się z czego utrzymać, bo zapewnili nas, że pomogą nam finansowo. Potem będziemy mogli zorganizować koncert, nowy nabór...
-Hej, hej spokojnie. Jeszcze nawet nie popisałaś z nimi umowy.-zaśmiał się Pablo- Tylko nie przemęcz się za bardzo. Pamiętaj, że my zawsze ci pomożemy. Przynajmniej ja napewno.-przytulił ją i ucałował w głowę.


-A... Jak tam z Germanem?- wiedział, że zaczął drażliwy temat, ale widział,że wszystko kumulowało się w niej i nie byłaby w stanie sama wyznać swoich uczuć. Dziewczyna westchnęła cicho.
-A jak ma być? W przyszłym tygodniu bierze ślub z tą całą Valerią. Napisałam nawet piosenkę...
-Dla Valerii?-zapytał zdezorientowany
-Nie, na ich ślub. German mnie poprosił. Jestem ciekawa, czy zaprosił Jade.
-A niby czemu miałby ją zaprosić?
-Do przerwania ślubu.-uśmiechnęła się- Gdyby w trakcie się rozmyślił.
-Oj Angie.
-No co?!
-Już nieważne. Chodź, podprowadzę cię do domu.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

WAKACJE!
W dzisiejszym rozdziale dużo piosenek. Ta śpiewana przez uczniów to ,,Es mi pasion'', a piosenka Angie-Shayna Zaid- It's you.
Komentujcie, polecajcie i czytajcie!






sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 7

-No Angie, kto to był?-siedzieli na kanapie,on głaskał ją po plecach, a ona płakała w jego rękaw.
-Ja..ja- za wahała się przez chwilę. Wydać Val, czy nie? Jeśli powie o tym Germanowi, to na pewno jej nie uwierzy. Stosunki między nimi pogorszą się jeszcze bardziej. Wzięła głęboki oddech i powiedziała- to tylko moja dawna koleżanka. Spotkałyśmy się niedawno i opowiadałam jej o Luisie. Chyba była zazdrosna. Może ja po prostu nie zasługuję na miłość?
Kobieta spuściła wzrok w dół. Po jej policzkach pociekły dwie malutkie łzy,które jej szwagier starł delikatnym ruchem dłoni, po czym podniósł jej brodę tak, by zmusić blondynkę do kontaktu wzrokowego.
-Zobaczysz znajdziesz kogoś w najblizszym czasie. A do tej pory zamieszkaj u nas. Ja.. Znaczy Violetta cię potrzebuje.
- A Val- imię kochanki jej chłopaka ledwo przeszło jej przez gardlo- nie będzie miała nic przeciwko?
-Nie,na pewno się zgodzi. Zobaczysz, wszystko się ułoży.- uśmiechnął się do niej słodko, a ona odwzajemniła gest. Nagle usłyszeli krzyk gosposi, która pojawiła się między nimi niemal  znikąd:
-Och! Moja mała kruszynka! Co się stało? Jesteś przemoczona  do suchej nitki! No już, idź do łazienki się przebrać!- w tym momencie Olga zniżyła głos i powiedziała - Chyba, że wolisz się rozbierać tu, przy panu Germanie.
Angeles odruchowo spaliła buraka, spóściła głowę, po czym udała się w stronę swojego dawnego pokoju.
***
Wieczorem,kiedy wszyscy wiedzieli o wprowadzeniu się ciotki Violetty, blondynka przebywała w swoim dawnym pokoju. Na kolacji nawet nie potrafiła spojrzeć Valerii w oczy. Ta druga tym bardziej nie miała odwagi. Kobieta wyjeła swój pamiętnik spod poduszki i zaczęła kreślić szlaczki. Wzorki mieszały się, krzyżowały i były w ogólnym nieładzie-  tak, jak jej myśli. Co miała teraz myśleć o Louisie? Val? Germanie? A co o sobie? Jej rozmyślania przerwało ciche pukanie do drzwi. Nie znała go. Pukanie Germana było głośne i miarowe, Violetty- energiczne i szybkie, zaś Ramallo pukał z długimi odstępami. A Olga? No cóż, ona nie pukała, tylko wchodziła od razu.<Na zasadzie z buta wjeżdżam.> Nagle drzwi otworzyły się i stanęła w nich- najmniej spodziewana osoba- Val. Przysiadła na łóżku na przeciwko Angeles, popatrzyła jej w oczy, po czym westchnęła i zaczęła mówić:
-Przepraszam. Bardzo przepraszam i jednocześnie dziękuje. Pewnie zapytasz za co?- wyprzedziła pytanie szmaragdookiej.- Za to, że nic nie powiedziałaś Germanowi. Ja... To była jednorazowa słabość. Jeśli już nie chcesz mnie znać, to ja to zrozumiem. I przebacz Luisowi, to przezemnie on jest... Był... No zdradził cię.
-Rozumiem cię. Nic nie powiedziałam Germanowi, bo nie chciałam żeby cierpiał. Nigdy, od śmierci mojej siostry nie miał szczęścia w miłości. Mam nadzieję,że ty mu te szczęście przyniesiesz. Ale nie skrzywdź go już nigdy więcej, proszę cię. Mimo,że z zewnątrz wydaje się taki mocny i odporny na ból, to w środku jest bardzo wrażliwy. Jest jedyny w swoim rodzaju, jest...
-Ten sposób w jakim o nim mówisz... Kiedy o nim myślisz świecą ci się oczy. Policzki różowią się, a ty patrzysz gdzieś w przestrzeń. Jesteś zakochana! Zakochana w Germanie!- dziewczyna inżyniera niemal wykrzyknęła ostatnie zdanie. Angeles zatkała jej usta ręką.
-Co ty mówisz?! Ja... Nie! Idź już, jest późno. Kiedy kobieta wyszła, blondynka opadła na poduszki, lecz nie trwało to długo, bo tym razem po pokoju rozległo się energiczne, szybkie pukanie.
-Wejdź Vilu.
-Angie, Angie, Angie! To prawda,że zerwałaś z Luisem?- wydawała się bardzo przejęta całą sprawą.
-Tak kochanie.
-Czyli, że teraz jesteś wolna?-pytania siostrzenicy stawały się coraz dziwniejsze.
-Nooo tak.
-Czyli już nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś była z moim tatą!- wykrzyknęła
-...Noo nie do końca. Pominęłaś jeden mały szczegół.
-Tak? Niby jaki?-albo szatynka udawała głupią, albo naprawdę taką była.
-A Val? Dziewczyna Germana?
-...Ups. Całkiem o niej zapomniałam. Ale to chyba nie robi żadnej różnicy. Jedną w tą lub w tamtą...
-Vilu!
-Wymyśliłam nawet dla was skrót waszych imion! Co sądzisz o Germangie? Znaczy nie wymyśliłam tego sama, pomogła mi Olga no i Ramallo, ale myślę...
-VILU!-nastolatka popatrzyła że zdziwieniem na swoją ciotkę:
-No co?
-Ją i twój tatą nie możemy być razem. Na pewno nie teraz. A teraz idź do łóżka, już jest późno.-pogłaskała dziewczynę po głowie
-Noo dobrze. Dobranoc ciociu.
-Dobranoc, moja ukochaną siostrzenicy.- kiedy szatynka wychodziła minęła się w drzwiach z Germanem, który usiadł na łóżku Angie w tym samym miejscu, co dwie poprzednie osoby, po czym zapytał:
-Jak się czujesz?
-Bywało lepiej.- westchnęła.
-Wiem, że to może nie jest najodpowiedniejszym moment, ale chciałem dać ci to.-wręczył jej do ręki kremową kopertę że pozłacanymi zdobieniami. Popatrzyła na niego pytająco, a potem delikatnym ruchem ręki otworzyła kopertę i wyciągnęła z niej kartkę tego samego koloru. Wzięła głęboki oddech i zaczęła czytać:
- German Castillo oraz Valeria Rodríguez mają zaszczyt zaprosić
Angeles Saremego
Na ślub, który odbędzie się za tydzień w sobotę
o godzinie 15:00
w Rezydencji Castillo.- kiedy skończyła czytać nie mogła uwierzyć. Najpierw kobieta ma romans z Luisem, a tydzień po tym jakby nigdy nic bierze ślub. Czy German kiedykolwiek dowie się o jej zdradzie? Czy zostawi go przed ołtarzem?
-Angie. Mam do ciebie jeszcze jedną prośbę. Czy chciałabyś zająć się oprawą muzyczną i zaśpiewać na moim ślubie?
-Ale sama?
-To wszystko zależy od ciebie. A i możesz przyjść z Pablem, jeśli chcesz.
-Dziękuje. Zaśpiewam z Violettą. A i gratulacje na nowej drodze życia.-powiedziała tak jakby z niesmakiem. Mężczyzna uśmiechnął się tylko i wyszedł życząc dobrej nocy. Ona położyła się i zaczęła rozmyślać o wszystkim co jej się przydarzyło. Nasunęła kołdrę pod sam nos i starała się zasnąć. Nadaremnie.
-------------------------------------------------------------------------------
I oto rozdział. Dzisiaj taki trochę nijaki, trzeba było wyjaśnić niektóre sprawy.
Piszcie co sądzicie! Wyrażajcie opinię! Dojdzie do ślubu, czy nie? Czy Jadę go przerwie, a może to będzie ktoś inny? Piszcie, piszcie, piszcie! A i mam pytanie. Chcecie, żebym dodawała obrazki do rozdziałów? Bo ciekawie to wygląda, można sobie bardziej zobrazować opowiadanie. Piszcie!
BTW:Rozdział w pierwszy dzień lata! Macie plany na wakacje?

Chocolatelove

środa, 3 czerwca 2015

Rozdział 6

Otworzyła oczy. Blask słońca wkradł się do pokoju. Przypomniała sobie wczorajszy wieczór. Z Germanem. Wstała, umyła  się, ubrała i poszła do kuchni. O dziwo zastała tam Luisa.
-Cześć-nie zwrócił na nią uwagi
-Cześć Luis.- powiedziała głośniej- Jak było w pracy?
-A jak twój wieczór Z GERMANEM?!-zapytał patrząc jej w oczy.
-Skąd ty to...?
-Skąd wiedziałem?!-podniósł głos- Zostawił marynarkę. Jak już się z nim spotykasz, to mu oddaj- cisnął w ziemię marynarką, tuż pod jej nogi.
-A ty niby jesteś lepszy?! Wychodzisz sobie na pół nocy, do jakiegoś klubu i nie wiem, czy jesteś tam z jakąś lafiryndą, czy też nie! Wracasz  rano i zaczynasz się do mnie od razu rzucać. Nie pomyslałeś, że byłam tu z Germanem w jakiejś ważnej sprawie?!
-Ale nie mam pewności, czy mnie nie zdradzasz.
- A ja mam pewność?!
-To był wielki błąd, żeby tu z tobą przyjechać!
-Też tak myślę!-krzyknęła, po czym wyszła, zatrzaskijąc drzwi z hukiem.
***
Było około siódmej rano, kiedy blondynka doszła do Studia. Lekcje zaczynały się o dziewiątej, dlatego miała jeszcze trochę czasu na przemyślenia. Wparowała do pokoju nauczycielskiego, a tam na krześle, jakby nigdy nic siedział sobie German z okularami na nosie i przeglądał papiery. Po chwili podniósł wzrok na nauczycielkę i uśmiechnął się serdecznie.
- O, Angie. Cześć. Co tu robisz tak wcześnie?
-Mogłabym cię spytać o to samo.
- O ile się nie mylę, to pracuje.
- No, ja też, ale to nie zmienia faktu, że...Zaraz, co?!
- Pamiętasz, jak wczoraj mówiłem ci  o niespodziance?
- Nooo tak.
- < Suprajs!> A więc... niespodzianka!- mówiąc to machał rękami, jakby " wkręcał żaróweczki" i uśmiechał się uroczo- Będę pracował jako wasz księgowy, za darmo. Pomogę wam opanować sytuację Studia. A i opłaciłem rachunki, więc za kilka godzin powinien wrócić prąd oraz woda.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję!- wykrzyknęła, po czym pobiegła do niego z zamiarem pocałowania  go w policzek, kiedy on nagle przekręcił głowę i jej usta wylądowały na jego ustach. Mężczyzna zaczął odwzajemniać pocałunek i objął ją w talii. Ona, mimo, że chciała, nie potrafiła się odsunąć. Czas stanął w miejscu. Teraz liczyli się tylko oni. Ułożyła dłonie na jego torsie i oddawała się chwili, która mogła trwać wiecznie. Niestety musieli ją przetrwać, bo zabrakło im powietrza. Popatrzyli w swoje oczy. Blondynka odezwała się:
-Zrobiłeś to specjalnie.
- Ale przyznaj, że było warto.- wymruczał jej do ucha.
- Choć, bo za chwilę przyjdzie Gregorio, a on nie lubi, jak się całujemy.- zachichotała
***
Kiedy wszyscy uczniowie i nauczyciele byli obecni, wszyscy zebrali się w sali głównej. Oczywiście nie odbyło się bez licznych powitań ukochanej nauczycielki. Po pewnym czasie kobieta odezwała się:
-Mam dla was dwie wiadomości. Pierwsza:Od dzisiaj w Studio pracować będzie German, ojciec Violi, który pomoże nam w sprawach finansowych. Po drugie...-wyjęła z torebki kartkę- Antonio zostawił dla was list. Poprosił mnie, żebym wam to przeczytała, jako nowa właścicielka Studia.-przełnęła ślinę i zaczęła- Kochani! Jeśli słyszycie treść tego listu, to znaczy, że ją jestem już tam,na górze. Czego wam życzyć?
Życzę Violettcie,mojej ukochanej wnuczce, żeby dalej kontynuowała swoją pasję.
Życzę Leonowi, żeby czasami coś wygrał w zawodach motocrossowych.
Życzę Francesce, żeby odwiedziła jeszcze Włochy.
Życzę Ludmile, by dalej błyszczała, bo jest prawdziwą gwiazdą.
Życzę Naty, żeby przełamała niepewność  i stała się pewną siebie, cudowną  artystką.
Życzę Camilli, żeby wiedziała, że w każdym wcieleniu była zdolna.
Życzę Maxiemu, żeby wiedział, że mali ludzie są zdolni do wielkich rzeczy.
Życzę Andresowi, by zaznał szczęścia w miłości.
Życzę Gregoriowi, żeby dalej miał swój zacięty charakter, bo jest bardzo wyjątkowy.
Życzę Jackie, by układała dalej tak cudowne choreografie.
Życzę Beto, by nigdy nie zabrakło mu dobrego humoru.
Życzę Pablo, by spełniał dalej swoje obowiązki z tą samą pasją i szczęściem, co zawsze.
Życzę Angeles, mojej jedynej córce, żeby poradziła sobie w trudach tego świata i żeby znalazła szczęście w miłości.
Życzę wam wszystkim, żebyście spełniali marzenia i podążali swoją własną drogą. Wasz Antonio.-kiedy skończyła czytać, każdy na sali miał całą twarz mokrą od łez. Teraz trzeba było zacząć wszystko od nowa. Czas na nowy początek.
***
Około godziny siedenmastej  przekręciła klucz w zamku. Gdy weszła do domu,z początku było cicho, gdy nagle przerwał to dziwny dźwięk, dobiegający z sypialni. Powoli podeszła, uchyliła drzwi, a z zaskoczenia torebka trzymana w ręce upadła na podłogę. Ujrzała Louisa, tak jak go Bóg stworzył całującego Val, którą okrywały tylko jej włosy i śnieżnobiała kołdra. Kochankowie nie zauważyli jej i dalej kontynuowali swoją czynność. Kiedy blondynka odzyskała już mowę, powiedziała drżącym głosem:
-Od początku wiedziałam, że coś jest między wami. Nie rozumiem tylko jak mogłeś mi tego nie wyznać!- dwie pary oczu powędrowały na nią
-Angie, ja-ja ci to wyjaśnię...-jąkał się
-Tu nie ma nic do wyjaśniania!-załkała-To dlatego tak wychodziłeś z domu! Może macie też jakieś dziecko, o którym nie wiem?! Z nami koniec!-wybiegła z mieszkania. Prawie zabijając się na schodach wybiegła na dwór, gdzie rozesłała się burza. Łzy mieszały się z kroplami deszczu i spływały po twarzy strugami. Biegła przed siebie, aż dotarła do parku. Kręciła się po nim kilkanaście minut, zadając sobie tylko jedno pytanie:Dlaczego?
Po pewnym czasie postanowiła udać się do domu Castillo, by porozmawiać z Violettą. Potrzebowała rozmowy i przytulenia. Deszcz padał, a ona dalej szła. Kiedy doszła, zapukała do drzwi i otworzył jej pan domu. Ona- nie wiadomo dlaczego-wpadła odrazu w jego ramiona. On przytulił ją mocno i spytał:
-Co się stało? Jesteś przemoczona do suchej nitki.
-T-to Luis. On...on... ją widziałam go z kimś. I...i całowali się. Ja znam tą osobę. To...
***
Tadam! Jak myślicie, Angie wyda Val? Czy będzie lojalna i nic nie powie? Było beso. I tak to wcześniej, niż planowałam, no ale cóż. Komentujcie, reklamujcie, polecajcie!
Chocolatelove

poniedziałek, 25 maja 2015

Rozdział 5

Ponieważ komórkowy blogger mi na to nie pozwala, skreślenia wyglądają tak:<skreślenie>
***
-To co z tą sytuacją Studia, o której mówisz Gregorio?- spytała nowoupieczona właścicielka.
-Studio popadło w straszliwe długi! Są większe niż moja lista negatywnych cech Pabla!-wypowiedź nauczyciela tańca poprzedził chichot Jackie.
-Oj, na pewno coś da się zrobić. A koncert charytatywny?
-Bez prądu i wody? Angeles pogódź się z tym, że Studio trzeba zamknąć.-pierwszy raz w życiu, nie przekręcił jej imienia.
-Nie! Powiedzcie uczniom, żeby jutro przyszli normalnie. Mam jeszcze całą noc na przemyślenia. Do zobaczenia.-rzuciła i wyszła
***
Sama droga do domu zajęła jej godzinę, bo pochłaniała się głęboko w rozmyśleniach o Studiu. Wreszcie, doszła do swojej kamienicy. Pokonała zwinnie schody i już po chwili znalazła się przed drzwiami mieszkania. Zapukała, ale nikt jej nie odpowiedział. Czyżby Louis'a nie było w domu?( dla tych co zapomnieli: Louis mieszka z Angie) Zaczęła grzebać w nieskończonej otchłani swojej torebki. No cóż, było tam wiele potrzebnych rzeczy, ale za wiele. W pewnym momencie zdenerwowała się i wysypała wszystko na pobliski parapet. Czego tam nie było! Cukierki, partytury, zeszyty, jej telefon, portfel, <łom na bandytów> i... klucze! Zebrała i wrzuciła wszystko z powrotem do "otchłani". Przekręciła klucz w zamku. Otworzyła drzwi, weszła i od razu w oczy rzuciła się jej żółta karteczka leżąca na blacie w kuchni. Podeszła bliżej i przeczytała jej treść:
Dostałem pracę w klubie nocnym.
Będę wracał rano.
Trzymaj za mnie kciuki.
Buziaki, Louis
***
Około  godziny siedemnastej, przypomniała sobie o Studio. Nagle wpadła na genialny pomysł. Chwyciła za telefon, wybrała numer i czekała na połączenie. Po chwili w słuchawce odezwał się głos:
-Halo?
-Cześć, Ramallo. Tu Angie. Mam do ciebie sprawę. Mógłbyś wpaść do mnie za pół godziny?
- A mogę wiedzieć, o jaką sprawę chodzi?
- <No, musimy dokończyć sprawy z przeszłości...kotku> O Studio. Popadło w straszne długi i chciałam przejrzeć papiery, ale za bardzo się na tym nie znam.
-Dobrze. Będę niedługo. Do zobaczenia.
-Dziękuję Ramallo.
***
Dwadzieścia minut później usłyszała pukanie do drzwi. Otworzyła je, a ku jej zdziwieniu za nimi nie stał przygarbiony Ramallo, tylko German uśmiechający się głupkowato. Z początku, zamurowało ją i patrzyła się w jego piękne oczy, ale wyrwała się z transu i zapytała:
- German... Co ty tu właściwie robisz?
- Przyszedłem ci pomóc.
- Pomóc? A niby w czym?- zapytała kpiąco
- W życiu...- odparł uwodzicielskim tonem, po czym chwycił ją w pasie i zaczął namiętnie całować...
-...to, wpuścisz mnie do środka?- ocknęła się że swoich marzeń. German cały czas przed nią stał, dziwnie jej się przyglądając.
- Tak, tak wchodź. - wypuściła go i zamknęła drzwi- Spodziewałam się Ramallo.
- Nie mógł przyjść. To nawet dobrze.
-Mówiłeś coś?- zapytała
-Nie, nie nic.- usiadł z blondynką na kanapie- No, to pokaż co tam masz.
***
Następne siedem godzin spędzili na doszukiwaniu się jakichkolwiek nieprawidwołości w rachunkach Studia. Nie odbyło się też bez różnych śmiechów i chichów. Oczy nauczycielki same zamykały się. Brunet wielokrotnie przekonywał, żeby położyła się, a on skończy to sam. Ona jednak za każdym  razem wykręcała się i narzucała coraz to nowsze tematy do rozmowy. W pewnym momencie ziewając, zapytała:
- A ta twoja Valeria, się o ciebie nie martwi? Przecież jest już po północy, a ciebie nie ma w domu.
- Val ma pracę nocną. -odpowiedział krótko, nie odrywając wzroku od dokumentów- A ten twój Luis?
-Luis też ma pracę nocną. Pracuje w klubie <gogo> nocnym. Ciekawy zbieg okoliczności, prawda German?- spojrzała na niego, a on zrobił to samo. Uśmiechali się do siebie delikatnie i zatapiali w swoich oczach. W pewnym momencie odezwał się, łapiąc jej rękę:
-Pomogę Studiu, jak tylko mogę. Opłacę zaległe rachunki, będę was wspierał jak tylko mogę finansowo. Zobaczysz, jeszcze wyjdziecie na prostą.
-German, dlaczego ty to wszystko robisz?
- Bo cię kocham...-przy ostatnim słowie zniżył głos-... i zrobię wszystko, żebyś była szczęśliwa.
Przybliżył się do niej. Sytuacja powtórzyła się kolejny raz. On chciał ją pocałować, ona również tego pragnęła, ale zachowywała resztki rozsądku. Oboje zobowiązali się do czegoś. Do swoich partnerów. Popatrzyła w jego oczy. Wiedział, co chciała mu powiedzieć. Odsunął się.
-Zrobię herbatę.-mruknął i zniknął w odmętach kuchni. Co on sobie wogóle myślał? Że ucieknie od ukochanego,  by być z innym facetem i to w związku? Cieszył się, że przynajmniej może widzieć ją szczęśliwą. W przeciwieństwie do jego. Od pewnego czasu Valeria była jakaś dziwna. Unikała rozmów, często gdzieś wychodziła, na nic nie miała czasu... I jeszcze ta nocna zmiana. Po 20 minutach<tylko Sierota potrafi zaparzać herbatę 20 min xD> wrócił z dwoma parującymi kubkami do  salonu. Kiedy nachylił się nad kanapą, ujrzał słodko chrapiącą Angeles. Odłożył kubki na komodę i wziął dziewczynę na ręce. Kiedy już znalazł jej pokój, wszedł i ułożył ją delikatnie na łóżku. Przykrył kocem, by nie zmarzła i powiedział półszeptem:
-Dobranoc, kochana. Wyśpij się, mam dla ciebie niespodziankę.- odrzekł, po czym pocałował ją w czoło i wyszedł. Przy drzwiach od sypialni jeszcze odwrócił się i zobaczył, że Angie delikatnie uśmiecha się przez sen.
***
Rozdział na prośbę Anonimka, który domagał się go po tu cytuję:"prawie miesiącu". German robi herbatkę. Życiowe przemyślenia. Ma ktoś pomysł, dlaczego Valeria i Louis tak  nagle dziwnie znikają?Zapraszam do komentowania!
Chocolatelove

czwartek, 7 maja 2015

Rozdział 4

Rano Angeles obudziła się u boku Louisa w swoim mieszkaniu. Przez chwilę zastanawiała się, jak się tu znalazła, ale potem przypomniała sobie, że zamieszkała tu ze swoim chłopakiem. Wstała z łóżka i zaczęła rozglądać się po pokoju. Na białych meblach stało tysiące segregatorów z nutami, zdjęcia w kolorowych ramkach i różne szpargały. Pod jej stopami leżał turkusowy, miękki dywan, z wysokim włosiem. Na kremowych ścianach wisiały liczne obrazki oraz jeszcze więcej zdjęć. Zza okna, które przysłaniały jasne zasłony, można było zobaczyć wielki, zielony park, który rozciągał się tuż przed Studiem. W tej chwili Angie przypomniała sobie właśnie o szkole muzycznej. Spojrzała na budzik stojący na półce nocnej-za  dziesięć ósma. Blondynka udała się do łazienki, gdzie po umyciu ubrała  się w dżinsową sukienkę przed kolano i kremowy sweterek oraz tego samego koloru szpilki. Kiedy udało jej się opanować włosy i uczesać w luźny warkocz, zostawiła Louis'owi kartkę, na której napisała gdzie i kiedy się wybiera. Wzięła torebkę i zielone jabłko na drogę i wyruszyła. Cel? Studio!
***
Po dziesięciu minutach spokojnego marszu dotarła do drzwi kolorowego budynku, które jak się okazało nie były otwarte na oścież, jak zawsze. Kobieta popchnęła je lekko i jej oczom ukazał się całkiem pusty korytarz szkolny. Było tam bardzo cicho, co w Studiu było wyjątkiem. Jedynym ogłosem były podniesione głosy nauczycieli dobiegające z pokoju nauczycielskiego. Poszła w tamtym kierunku, lekko uchyliła drzwi, oparła się o framugę i przysłuchiwała się kłótni nauczycieli.
-Tak nie może być! To nie dopuszczalne!-Gregorio wyżywał się na gumowej piłeczce, uderzając ją bezlitośnie o podłogę-Uczniowie mojej szkoły nie mogą tak sobie odchodzić!
-Gre-Gre-Gregorio! N-n-nie denerwuj się. Czy ktoś widział te ciasteczka? Przyjdą nowi uczniowie i...i...i gdzie moja kanapka?-to był jak zawsze roztargniony Beto. Nic, a nic się nie zmienił. Cały czas miał te czarne, kręcone włosy, kolorowe ubrania, a na nich okruszki.
-Gregorio, nie dziw się. To właśnie przez twoją postawę uczniowie odchodzą. Musisz się zmienić, nie rozumiesz?! Fakt, bez Antonio jest nam ciężko, ale musimy sobie jakoś radzić.-to był Pablo. W pewnej chwili blondynka sama postanowiła włączyć się do dyskusji:
-Popieram zdanie Pabla. Gregorio, wykaż trochę empatii.-kiedy kobieta powiedziała te słowa, cztery pary oczu skierowały się na nią. Patrzyli na nią z niedowierzaniem w kompletnej ciszy.
-Co jest,mam coś na twarzy, że tak się na mnie gapicie?-spytała podchodząc bliżej.Jako pierwszy ocknął się Pablo:
-Angeles! Wrociłaś!-rzucił jej się na szyję-Tak bardzo tęskniłem.
-Ja też Pablito, ja też.-następnie reszta nauczycieli, wliczając Jackie przywitała się z blondynką.
-Ężi, Endżi, Ążi...
-Angie, Gregorio.-upomniała go
-No przecież mówię! Wiec Ężi wróciła.-odrzekł-Ale to nie zmienia faktu, że Studio trzeba zamknąć!-wykrzyczał skacząc przy tym nadpobudliwie
-Na pewno da się coś zrobić!-Jackie, jak nigdy przejęła się sprawami szkoły muzycznej.
-Studio nie ma właściciela, więc należy teraz do państwa. Nie mamy środków, żeby je wykupić.-nauczyciel tańca rozłożył bezradnie ręce.
-Właściwie, Gregorio, to Studio ma właściciela.-wtrąciła się Angie
-Tak? Niby kogo?
-Noo... Mnie.-i nie pozwalając nauczycielom na jakiekolwiek pytania, podsunęła im testament Antonia pod nos. Kiedy skończyli czytać Pablo podszedł do nauczycielki śpiewu szepcząc:,, Tak mi przykro."
-Nic się nie stało, Pablo.
Po chwili podszedł do niej Gregorio, wyciągnął rękę i powiedział:
-Witamy, pani dyrektor.
***
Tadam! Macie rozdział, akurat w moje urodziny. STO LAT DLA MNIE! A teraz kto zgadnie, ile mam już lat?

niedziela, 3 maja 2015

Rozdział 3

-Chłopak...?-powiedział dość zdziwionym tonem pan domu
-Tak,Germanie. Coś nie tak?-spytała blondynka uśmiechając się lekko i przytulając do Włocha. Pan Castillo wypuścił powietrze z ust,by ochłonąć i powiedział rozglądając się dokładnie po kątach salonu:
-Nie...Nie. cieszę się,że...że jesteś szczęśliwa i...i masz kogoś. Oczywiście myślę dalej,że...
-Że co?-przerwała mu
-Że ja...Ja jestem...O ciebie...No wiesz. Ten tego.
-Czy dobrze zrozumiałam,że szanowny pan German Castillo jest o mnie zazdrosny?-spytała z łobuzerskim uśmieszkiem. On podniósł na nią wzrok i zobaczył,że wszyscy domownicy oczekują na odpowiedź z zapartym tchem. Już miał zacząć mówić,kiedy przez drzwi weszła niska blondynka o przyjaznych oczach koloru głębokiego błękitu.
-Och!Jak dobrze, że już jesteś Val.-powiedział Castillo wyraźnie ucieszony przybyciem kobiety. Na oko Angeles miała około 35 lat i wydawała się miła. Chociaż Angie nauczyła się,że pozory czasem mylą.
-Nie przedstawisz nas sobie?-spytała ciotka Violetty wyraźnie podirytowana widokiem jej szwagra klejącego się do tej kobiety.
-To jest Valeria. Moja DZIEWCZYNA.-mężczyzna wyraźnie zaakcentował ostatni wyraz.-Coś nie tak,Angie?
-Nie,nie. Wszystko wspaniale.-wymramrotała,po czym podała rękę Valerii i powiedziała:
-Miło mi cię poznać. Jestem Angeles,ale mów mi Angie. A to... to jest Luis.-wzkazała na swojego chłopaka. Nowo poznana kobieta przyjaźnie popatrzyła się na Angeles,a potem przeniosła wzrok na Włocha. Ich spojrzenia spotkały się,a ona zatopiła się w jego oczach. Ich blask pochłonął ją całkowicie. Ogarnęła blond kosmyki z twarzy, po czym wyciągnęła rękę, którą Włoch delikatnie ucałował. Odwzajemniła jego uśmiech,przez co w jej policzkach pojawiły się delikatne dołeczki. Mogliby tak stać i patrzeć się na siebie w nieskończoność,gdyby nie usłyszeli znaczącego chrząknięcia Angeles- Mój chłopak.
-O ile się nie mylę, jesteś ciocią Vilu?-Angie przytaknęła- Może zostaniecie na kolacji? Violetta na pewno by się ucieszyła,a my poznamy się lepiej. -propozycja Val bardzo spodobała się wszystkim oprócz dwóch osób.
-Myślę,że to nie najlepszy pomysł.-powiedzieli niemal jednocześnie German i Angie. Nie chcieli spędzać za dużo czasu w swoim towarzystwie, przez sytuację z przed kilku minut.
-Oj ciociu! Proooszę!- Violetta dopieła swego.
-No dobrze
***
Kilka minut później nastolatka i jej ciotka siedziały  w różowej kwaterze tej pierwszej i opowiadały sobie historie, które zdarzyły się przez ten okres, który się nie widziały. W pewnym momencie Vilu zaczęła temat:
-Angieee...-przeciągnęła jej imię-A ten Luis... To ty go kochasz?
-Oczywiście,że tak, słońce.
-A co z moim tatą?
Kobieta westchnęła
-Przecież dobrze wiesz, że twój tata jest z Valerią. Na pewno jest z nią szczęśliwy.
-No tak, ale czegoś mi tu brakuje. Val jest miła i dobra, ale nigdy nie zastąpi mi mojej mamy.
-Kochanie. Twojej mamy nie da się   zastąpić. Była zawsze pogodna,niosła szczęście. Była jak wschodzące  słońce. Kiedy byłam smutna,zawsze potrafiła mnie pocieszyć. Ona była...była..
-Jest jak ty.-zapewniła Violetta-Od kiedy cię odnalazłam, czuję, że znowu mam coś, czego brakowało mi przez te wszystkie lata, bez mamy. Dzięki tobie, czuję jakby ona była ze mną.-powiedziała, po czym przytuliła ciotkę
-Nie mówmy już o tym, bo zaraz się popłaczę.-zaśmiała się blondynka.-Lepiej powiedz co u ciebie, u Leona, w Studio.
-Od kiedy Antonio odszedł,Studio nie jest takie jak kiedyś. Gregorio stał się dyrektorem i jest jeszcze gorszy niż przedtem. Oprócz tego Studio popadło w długi, uczniowie wypisują się. Myślę, że to koniec.-powiedziała smutno Violetta.
-Co do tego wszystkiego, to proszę.-kobieta podała kartkę papieru nastolatce
-Co to?
-Testament Antonia.
-Ale...
-Zanim zadasz jakiekolwiek pytanie, proszę przeczytaj.- ciotka uważnie obserwowała mimikę twarzy siostrzenicy podczas czytania. Po kilku minutach nastolatka podniosła głowę znad kartki i z żalem w oczach przytuliła się do cioci.
-Och, Angie. Tak mi przykro. Musiałaś pewnie to strasznie przeżyć.
-Spokojnie. Nie było tak źle.
-KOLACJA!-krzyknęła Olga z kuchni. Ciotka wzięła siostrzenicę pod ramię i razem zeszły na dół.
***
Podczas kolacji Angeles bardzo dużo dowiedziała się o Valerii i odwrotnie. Ona i jej szwagier poznali się na jednej z konferencji, gdzie Val była dziennikarką. Kobieta była bardzo ciekawa, jak to się nagrywa płytę. Sama zaklinała się, że nie potrafi śpiewać. Kiedy Louis i jego dziewczyna już mieli się zbierać,bo zrobiło się naprawdę późno, Angie poszła jeszcze do pokoju Violetty po torebkę,którą tam zostawiła. Kiedy wychodziła z pokoju, natknęła  się na Germana, który już wiedział, że rozmowa go nie ominie.
-Dalej czekam na odpowiedź.-zaczęła blondynka
-Jaką odpowiedź?- mężczyzna udawał głupiego
-Noo... Czy jesteś zazdrosny.
-Nie przypominam sobie, żebyś zadawała mi takie pytanie.-dalej brnął w swoje
-Skoro nie to nie. Do zobaczenia.-wyminęła go i już miała iść, kiedy on złapał ją za nadgarstki i przyciągnął do siebie, bardzo blisko. Dzieliły ich centymetry, kiedy on niemal szepnął:
-Tęskniłem za tobą dniami i nocami. Nie mogłem  pogodzić się z faktem, że wyjechałaś. Tak byłem zazdrosny.Byłem cholernie zazdrosny, gdy widziałem cię z tym facetem. Kochałem, kocham i będę cię kochać. I nic tego nigdy nie zmieni.-powiedział, po czym zaczął się przybliżać. Kiedy już miał zasmakować jej ust, ona odezwała się:
-German, my nie możemy. Oboje jesteśmy w związkach. Przepraszam.-wyrwała się z jego uścisku i uciekła w stronę drzwi wejściowych.
***
Było trochę Germangie, z czasem jego ilość będzie się zwiększać:)
Dzięki za miłe komy i zapraszam do polecenia bloga znajomym i nie znajomym :D

sobota, 2 maja 2015

Rozdział 2

Płacz małego dziecka roznosił się po pokoiku. Jeden z mężczyzn przebywających w nim, nieudolnie próbował uciszyć dziecko. Drugi zaś szukał po całym pokoju czegokolwiek, co mogłoby uśpić noworodka. Nagle na horyzoncie pojawił się ratunek. Brązowooka nastolatka stanęła w drzwiach, szybko oceniła sytuację i po chwili zaczęła działać. Odciągnęła mężczyzn od kołyski, po czym z jej ust wyleciał melodyjny głos:

A la nanita nana nanita ella, nanita ella
Mi niña tiene sueño bendito sea, bendito sea
A la nanita nana nanita ella, nanita ella
Mi niña tiene sueño bendito sea, bendito sea

Piosenka dźwięczała w jej głowie, ale nagle coś ją przerwało. Otworzyła leniwie oczy i oślepiło ją światło. Gdy już się do niego przyzwyczaiła, zapytała zachrypłym głosem:
-Co się stało?
-Straciłaś przytomność. To przez te emocje.-usłyszała głos Luisa,który nagle pojawił się przed nią i zaczął jeździć kciukiem po jej policzku ,i patrzeć na nią troskliwie. W tej chwili,przypomniała sobie, co się stało. Fala smutku uderzyła w nią,jak tsunami. Jej oczy stały się szklane i zaczęła płakać. Usiadła na kanapie,na której wcześniej leżała i przytuliła się do chłopaka. Po chwili dopatrzyła mu prosto w oczy i powiedziała:
-Luis,muszę wrócić do Buenos Aires.
-Dlaczego? Co właściwie usłyszałaś od tego gościa?- kobieta zaczęła mu wszystko tłumaczyć. Mówiła co usłyszała,o tym,kim był dla niej Antonio,że Studio ją potrzebuje.
-Muszę tam wrócić. Dla Violetty, Studio, dla...
-Dla Germana?-przerwał jej. Jednak znał ją dobrze. Wiedział, że jej uczcie do Germana nie zgasło,a on jej go nie zastąpi.
-Nie. German to już przeszłość.Ale...
-Ale wciąż go kochasz.
-Załatw mi bilety.
-Nie zostawię cię. Jadę z tobą.

TYDZIEŃ PÓŹNIEJ

Blondynka wyszła z blaszanego ptaka, w ktorym  przebywała najbliższe kilka godzin. Delikatny wietrzyk rozwiewał jej włosy. W końcu wróciła do swojego rodzinnego miasta. Zadzwoniła po taksówkę i razem ze swoim chłopakiem pojechała w stronę kancelarii adwokackiej. Dwa dni temu dostała telefon,że  jej ojciec spisał testament i chciała go przeczytać. Kiedy  dojechali do ceglanego budynku, pokonali szybko schody prowadzące na drugie piętro i po chwili pukali do dębowych drzwi. Otworzył im mężczyzna,na oko około czterdziestki,w okularach i granatowym garniturze. Zaprosił ich do środka,po czym powiedział:
-Jak wam minęła podróż? Mam nadzieję,że dobrze. Przejdźmy do rzeczy. Panno Angeles, pani ojciec pojawił się u mnie kilka dni przed swoją śmiercią i spisał testament. Oto on.- podał jej kartkę papieru,a po chwili ona zaczęła czytać:
-Kochana Angeles. Przepraszam,że dowiedziałaś się o swoim pochodzeniu w taki sposób, ale nie potrafiłem ci tego wyznać. Całymi latami,cierpiałem z tego powodu,ale wtedy zaczęliśmy razem pracować. Cieszyłem się,że mogę codziennie przebywać z moją ukochaną córeczką. Chcę, by pozostało po mnie coś co ty i następne pokolenia będziecie rozwijały. Dlatego,teraz, przy świadku,jakim jest notariusz Jorge Martin-Sol uroczyście przekazuję budynek oraz prawo do kierownictwa nad Studiem OnBeat mojej córce Angeles Saramego,zaś rolę dyrektora pełnić ma pan Pablo Galindo,mój bliski przyjaciel. Jest to moja ostatnia wola i w imię prawa zostać powinna spełniona. -kobieta przerwała czytanie by otrzeć twarz mokrą od łez,które kapały na kartkę. Po dokonaniu czynności,zaczęła znowu- Angie,słoneczko. Nie bądź smutna. Ludzie odchodzą i przychodzą,taka kolej życia. Mam nadzieję,że już niedługo,z góry będę mógł zobaczyć wnuczęta.-uśmiechnęła się do siebie.-Kiedy już wrócisz do studia,chciałbym,żebyś przeczytała wszystkim drugi list,który da ci notariusz. To takie pożegnanie. Wierzę,że studio pod twoją opieką,będzie jeszcze lepsze,niż teraz. Kocham cię,twój ojciec Antonio
Po krótkich formalnościach, para wspólnie postanowiła,że następnym kierunkiem,będzie dom Germana. Znaczy dom Violetty. Przecież przyjechała dla Violetty. Dla nikogo innego. Z myśli wyrwał ją Luis.
-Już jesteśmy. Iść z tobą?
-Jak chcesz.-odrzekła obojętnie
-To pójdę.
Położyła palec na dzwonku do drzwi. Zadzwonić,czy nie? Zdecydowała się na drugą opcję. Usłyszała krzyki. To German kłócił się z Violettą. Wyłapała, że ojciec znowu nie chce jej wypuścić z domu. Słyszała zdecydowane kroki pana domu. Trzy. Dwa. Jeden. Drzwi otworzyły się. Stali w nich German i Violetta z szeroko otwartymi oczami i wpół otwartymi ustami. Stali nieruchomo. Może jej nie poznali?
-Nie przywitacie się że mną?- zapytała,ale już po chwili została porwana w ramiona pana domu. Przytulił ją mocno i wydawało jej się,że zaczął cicho płakać.
-Em...Tato? Uważaj,bo zaraz połamiesz Angie wszystkie kości.-z tej chwili wytrąciła ojca Violetta,która już po chwili wisiała swojej cioci na szyi. German stał z boku zmieszany całym zajściem. Po chwili Angeles podeszła do niego i powiedziała:
-Też tęskniłam.- meżczyzna podniósł na nią wzrok, po czym pocałował w czubek głowy, jak wtedy, kiedy wyjeżdżała.
-Co to za krzyki?! Pali się, czy...- z kuchni wybiegł Olgita, trzymająca Ramallo za krawat,z patelnią w ręku-Oooch!Moja malutka Angeles wróciła! Kochanie,jak ja się za tobą  stęskniłam! Chyba w tym Paryżu nic nie jadłaś, taka chudziutka jesteś. O... A kim jest ten przystojniak, stojący w drzwiach?- Olga wyrzuciła z siebie słowa, niczym karabin maszynowy, ale przy ostatnim zdaniu wszyscy popatrzyli w stronę drzwi.
-To jest Luis.-złapała go za rękę.-Mój chłopak.
***
Po długiej przerwie jest rozdział. Zapraszam do komentowania!

niedziela, 22 lutego 2015

Rozdział 1

Dźwięki,, Algo se Enciende'' wypełniły całe pomieszczenie. Po raz już kolejny dzisiejszego dnia grupa dorosłych przesłuchiwała płytę, tuż przed jej wydaniem. Grupka składała się z pięciu osób. Dwóch dźwiękowców podrygiwało w rytm muzyki. Można było znaleźć tam też rudo-włosą kobietę o zielonych oczach, przypominajacych oliwki i perłowym uśmiechu. Kobiecie nie zamykała się buzia i mogłaby tak gazdać, gdyby nie nie utrudniała jej tego skutecznie blondynka, jej przyjaciółka. Tym razem też tak było:
-Świetnie wyszły chórki w tej piosence. Mówię: po prostu cudownie. Gdyby jeszcze tylko...
-Mora, proszę cię. Za dwa dni wydajemy płytę, już nic nie można zmienić. Zresztą, pięć minut temu wszystko ci się podobało.
- Oj, Angie ja tylko tak żartuje. Nie cieszysz się, że wydajesz płytę? Każdy chciałby być na twoim miejscu.- powiedziała odgarniając kosmyk blond włosów z czoła przyjaciółki. Jej włosy przez rok zostały pofarbowane na jaśniejszy odcień, co idealnie współgrało z jej szmaragdowymi oczami. Tak, zmieniła się przez ten rok we Francji, i to nawet bardzo. Za dwa dni ma zostać wydana jaj pierwsza, solowa płyta.,, Algo se enciende en mi''* ma podobno odnieść wielki sukces.Tak mówił każdy, kto przynajmniej raz ją przesłuchał. Każda piosenka oddawała inny nastrój.
Smutek.
Radość.
Miłość.
Wszystko, co otaczała blondynkę było muzyką i inspiracją.
Jej siostrzenica zamówiła już pierwszy egzemplarz. Tak dawno ze sobą nie rozmawiały... Nie widziały się, nie pisały. Wytłumaczeniem był brak czasu. Nastolatka była właśnie w trasie koncertowej ze Studiem, a jej ciotka nagrywała płytę. Obiecały sobie, że jak tylko wrócą  do domów, opowiedzą sobie wszystko, ze szczegółami.
-Angie, kochanie co się z tobą ostatnio dzieje? Jesteś jakaś nieobecna. Nie cieszysz się?-podszedł do niej jej nowy ukochany. Louis, bo tak miał na imię, był młodym włochem mieszkającym we Francji.Miał hebanowe włosy i czekoladowe oczy. Nie zatapiała się w nich, tak jak w czekoladowych oczach jej szwagra, ale one też potrafiły ją zawsze uspokoić. 
Pracował w studiu nagraniowym i tak Angeles go właśnie poznała. Potrafił ją zawsze pocieszyć, był też bardzo romantyczny. Dziewczyna do dzisiaj pamięta, jak Louis stanął pod jej balkonem i zaczął śpiewać, by wpuściła go do domu. Czuła się wtedy jak córka dwóch skłóconych rodów- Julia-a Louis był Rome'em. Kilka tygodni potem została jego dziewczyną-a on rozpieszczał ją, jak tylko się dało. Kupował kwiaty, czekoladki, a gdy ona odmawiała tłumaczył jej, że jest jego skarbem, a o skarby trzeba dbać,  trzeba je pielęgnować i rozpieszczać, przy każdej okazji.
- Nie, nic się nie stało, tyko tęsknię trochę za Violettą, za mamą, studiem.- jej dalszą wypowiedź przerwał dźwięk telefonu:
- Przepraszam, to może być coś ważnego. Halo?
- Czy rozmawiam z Angeles Saramego?
- Tak, tak...Czy...Czy coś się stało?
- Może się przedstawię. Nazywam nie Lisodro Alfons Pietero, dzwonię z Szpitala Głównego w Buenos Aires. Tydzień temu trafił do nas Antonio Fernandez Valleo. Czy mówi pani coś to nazwisko?
- Tak, tak to mój pracodawca. Czy coś mu się stało? -zapytałam z lekkim przerażeniem w głosie.
-Dzisiaj rano przegrał długą walkę z nowotworem trzustki. Przykro mi.
Nagle poczuła, że nogi robią się jak z waty. Poparła  się o ścianę. Nie uszło to uwadze kolegów, którzy niemal chórem spytali: Angie, wszystko ok?
Ta tyko przytaknęła i zwróciła się do swojego telefonicznego rozmówcy:
- Dlaczego akurat ja zostałam powiadomiona?
-Pan Fernandez powiedział, ze w razie śmierci mamy powiadomić panią w pierwszej kolejności. Antonio wskazał panią jako swoją córkę. Mówił też, że przeprasza, że dowiadujesz się dopiero teraz, ale nie miał odwagi wyznać ci tego wcześniej. Panno Angeles? Czy wszystko w porządku?- nie odezwała się. Telefon wysunął jej się z ręki i upadł na podłogę. Teraz wszystko jej się zgadzało. Omijanie tematu jej ojca przez matkę. Niechęć zapraszania Antonia do naszego domu. Wielokrotne powtarzanie przez Antonia, że jest dla niego jak córka. Bo była nią. Dlaczego? Dlaczego takie rzeczy dzieją się wtedy, gdy nie powinny? Chciała dac Antonio swoją płytę. Napewno spodobała by mu się. To jemu ją zawdzięczała.
Jak z tą wiadomością poradzą sobie dzieciaki?
Violetta?
A Pablo?
Poczuła, że jej ciśnienie gwałtownie rośnie, a potem się obniża. Po chwili  podzieliła los telefonu. Ostatnie, co pamiętała to pochylające się nad nią zatroskane twarze kolegów z pracy oraz jej imię, krzyczane jakby za mgłą.
Potem już była ciemność.
-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.
*tłum. ,, Coś się rozpala we mnie''
Także ten. Wyrażajcie swoją opinię i rozdział 2 już niedługo.

Niedługo także zakładka: Bohaterowie

Ola

sobota, 21 lutego 2015

Prolog

Bez wstępów, oto prolog:
-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.--.-.-.--.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-..-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.

       Dwaj mężczyźni gnali przez szpitalne korytarze ciągnąc za sobą ciemnowłosą nastolatkę. Na ich męskich twarzach malował się niepokój pomieszany z radością. Miało urodzić im  się dziecko. Tak, im. Jedynym problemem było to, że nie wiedzieli do którego z nich będzie należeć. Jeden z nich nagle zatrzymał się i przyjmując poważną minę, rzekł:
-Jestem pewien, że to moje dziecko. Będzie mój chłopak. Nauczę go jeździć na rowerze i będziemy chodzić na wyścigi samochodowe, a potem na lody. Potem zaprowadzę go do...
-A skąd wiesz, że nie jest moje?!
-Ja tego nie wiem, jestem tego pewny!
-Ja myślę-tu przerwa na teatralną pauzę- że to dziewczynka. Myślę, że wyrośnie na wspaniałą kobietę, utalentowaną w wielu dziedzinach. Gdy podrośnie, zaprowadzę ją do Studia, może będzie świetnym muzykiem, piosenkarką? Kto wie! Zresztą, dziewczynkę tęż można uczyć jeździć na rowerze...- drugi już miał się odgryźć, lecz przerwał im krzyk nastolatki:
-Tato, wujku możemy wejść do mamy!- po czym pociągnęła zdezorientowanych mężczyzn do małej sali. Zastali leżącą na łóżku kobietę, uśmiechającą się ciepło do zawiniątka trzymanego na rękach. Nagle jej wzrok spoczął na gościach.
-Podejdź-zwróciła się do mężczyzny, który uważał, że urodzi się córka- Antonio, poznaj swoją córeczkę. Jak ją nazwiesz?- zapytała ciepłym głosem, przekazując mu dziecko
Po chwili namysłu Fernández odpowiedział:
-Angeles. Niech nazywa się Angeles.
.-.-.-.-.-.-.-.-.---..-..-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.--.-.-.--.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.

Taki sobie prolog :)




Ola

Cześć!

Hej! Jestem Ola, mam nie interesuje mnie twój wiek, dawaj Germangie!
Więc, będę prowadziła bloga z opowiadaniami, może będą jednorazówki,ale narazie planuje jedno opowiadanie. Za chwilę prolog.

Pozdrawiam, Ola