*zmiana perspektywy*
Weszłam na wielki, kamienny balkon pod osłoną nocy. Gwiazdy migotały przyjaźnie, a księżyc wykrzywiał się w półokrągłym uśmiechu. Upajająca woń kwiatów ukoiła moje zmysły, mimo, że czułam w sobie niepokój. Nagle, usłyszałam wołanie z dołu. Wychylilam się poza porośniętą bluszczem balustradę i dostrzegła na dole przystojnego młodzieńca. Był dobrze zbudowany, wysoki, a ciasny kaftan opinał jego klatkę piersiową. Nagle, podniósł na mnie wzrok. Czekoladowe oczy spojrzaly na mnie zalotnie. German. Już chciał coś powiedzieć, bo otwierał usta, ale nagle naprzeciw niego stanął drugi młodzieniec. Był odrobinę niższy, ale równie dobrze zbudowany. Przyniósł ze sobą gitarę, a raczej lutnię i po chwili zaczął grać jakąś miłosną serenadę. Rozejrzałam się niespokojnie dookoła.
-Pablo! Ciii! Przestań! Bo jeszcze kogoś obudzisz! -próbowałam go uciszyć, ale na nic to się nie zdało. Nagle German palnął:
- Lecz cicho! Co za blask strzelił tam z okna!
Ona jest wschodem, a Angie jest słońcem!
Wznijdź cudne słońce, zgładź zazdrosną lunę,
Która aż zbladła z gniewu, że ty jesteś
Od niej piękniejszą; ukarz ją zaćmieniem
Za tę jej zazdrość; zetrzyj ją do reszty!
To moja pani, to moja...
-Przestań! Jesteś z rodu złego, to ja zostałem wybrany, by być przy jej boku.- Pablo, odrzucił na bok lutnię i zaczął podkasywać rękawy. German również tak zrobił. Po chwili rzucili się na siebie, bijąc się i krzycząc coś w stylu "Zgiń niewdzięczny!"
Byłam bardzo zaskoczona całym zajściem. Próbowałam uspokoić mężczyzn, ale moje próby na nic się zdawały. Usłyszałam za sobą świst. Odwróciłam się, a za mną stała moja matka i... Maria. Odezwały się równo, upiornym, monotonnym głosem :
-Nie poślubisz Germana, on jest z innego rodu. Umrze z miłości, niewdzięcznik. Jesteś narzeczoną Pabla. Julio, wiesz, jak to się skończy...-nagle wszystko zaczęło wirować, a ja spadalam! Gdzieś w oddali zobaczyłam jeszcze jakieś latające partytury, kanapki Beto i twarz Alexa, a potem otworzyłam oczy. Byłam u siebie, musiałam chyba zasnąć na kanapie. Dookoła leżały kartki, naprawdę dużo kartek. Kilka z nich było zapisanych. Sięgnęłam po grubą teczkę i przeczytałam z niej: "Romeo i Julia- w wykonaniu Studia OnBeat i Julliard School w Buenos Aires". No jasne. Przedstawienie. Przejrzałam kartki, właśnie byłam na 'scenie balkonowej' i nie dokonczylam pisania. Zerknęłam na zegarek. Ósma czterdzieści. Wzięłam długopis do ręki i zaczęłam pisać dalej. Chwila! Spojrzałam jeszcze raz na zegarek.
- O nie! Zaraz spóźnię się do Studia!- zerwalam się z miejsca, szybko ubierając się i łapiąc po drodze coś do jedzenia i popędziłam do pracy. Mimo, że mieszkałam bardzo blisko szkoły, to nie wypadało mi się spóźniać. W końcu byłam panią dyrektor.
Kiedy weszłam do pokoju nauczycielskiego, był tam tylko Pablo, który próbował uporać się z nowym ekspresem do kawy.
-Nie ma nikogo?-zapytałam na wejściu przy okazji całując przyjaciela w policzek.
-Jestem ja.-wykrzywił usta w dziwnym uśmiechu i wrócił do poprzedniej czynności- Beto szuka kanapek, Gregorio męczy jakiś uczniów, a Jackie gdzieś wyszła. No i tyle.-podsumował, dodając mleka do swojego napoju i upijając łyk. Po chwili, wykrzywił się w grymasie obrzydzenia. -Fuuj! Skąd wytrzasnęłaś ten ekspres Angie? Z epoki kamienia?
-Ha ha ha, bardzo śmieszne Pablo. Znalazłam go w składziku. -w tym momencie, do pokoju nauczycielskiego wszedł Alex. -O właśnie! Pablo, to jest Alexander Belli, dyrektor Julliard School w Buenos Aires. Alex, to jest Pablo- mój przyjaciel i nauczyciel w Studio.-mężczyźni uścisnęli sobie dłonie. Galindo nagle bardzo spochmurniał, jakby trapiła to jakaś sprawa, którą rozważał w głowie. Niestety, musiałam oderwać wzrok od bruneta, ponieważ Alex chciał porozmawiać o przedstawieniu, więc wyszliśmy zostawiając Pabla w nostalgii jego myśli.
- Kochani- zaczęłam mówić do uczniów, którzy wraz z nauczycielami zebrali się na dużej sali w szkole- chciałam wam przedstawić Alexandra Belli, z którego szkołą nasze Studio podpisało współpracę. - mężczyzna stanął obok mnie i położył rękę na moim biodrze, ale ktoś ją szybko strącił i wepchnął się między nas. To był Pablo. Odsunął mnie delikatnie od Alexa i stanął między nami. Wyglądało to raczej bardzo zabawnie. W tym czasie Alex opowiadał uczniom o współpracy, A ja rozgladalam się po sali. Beto ukradkiem chrupał jakiś ciastka, Gregorio oglądał uważnie swoją piłeczkę. A Jackie była wpatrzona w Alexandra jak w obrazek. Maślanym wzrokiem śledził każdy jego ruch. Niepokoił mnie brak Germana. Nie odzywał się do mnie od dłuższego czasu. Ja też byłam na niego obrażona, ale chciałam z nim porozmawiać, pocieszyć, pośmiać się. - A teraz Angie opowie wam szczegóły. -z rozmyślań wzbudził mnie głos Alexa
- Zamierzamy wystawić przedstawienie wraz z uczniami drugiej szkoły, poznacie ich niedługo. Tytuł przedstawienia to ,,Romeo i Julia"- usłyszałam szepty podniecenia między młodzieżą. - Wykorzystamy istniejące piosenki, ale chciałabym, żebyście skomponowali też własne. Choreografią zajmą się Jackie i Gregorio, ja i Beto będziemy kontrolować muzykę, a Pablo i Alexander zajmą się całą resztą -kątem oka zauważyłam niezadowolenie przyjaciela w kwestii pracy z ,,rywalem". - Jutro poznacie zarys scenariusza, A za kilka dni przeprowadzimy casting.
Tydzień później
Właśnie wywiesiłam kartkę z listą uczniów, którzy biorą udział w przedstawieniu. Przesłuchania były bardzo trudne, bo uczniowie Julliard School utrzymują naprawdę wysoki poziom. Dzieciaki na szczęście nie rywalizowały ze sobą, A my wybraliśmy odpowiednią grupę. Brakuje nam jeszcze tylko jednej piosenki, ale mamy dość dużo czasu. Weszłam do swojej klasy i usiadłam przy biurku. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu, ale German dalej się nie odezwał. Rozmawiałam o nim z Violettą, podobno całe dnie siedzi w swoim gabinecie i wypełnia papiery. Postanowiłam, że wybiorę się do niego po lekcjach. Jeszcze tylko sześć godzin.
Zastukałam do drzwi domu Castillo. Po chwili otworzył mi pan domu- to właśnie na niego miałam zamiar trafić. Wydawał się dosyć zdziwiony moim pojawieniem się.
- Co ty tu robisz?- jego głos wydawał się wyższy i mniej opanowany niż zazwyczaj
- Przyszłam cię odwiedzić, nie odbierałeś telefonu. Martwiłam się. - zauważyłam cień na jego twarzy.
- Jakoś nie martwiłaś się o moje uczucia, kiedy mnie okłamałaś.
- Co?- byłam bardzo zdziwiona tym nagłym nasi okiem na mnie.
- Nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi. Specjalnie tak długo ukrywałaś fakt zdrady Valerii, żeby zadać mi cios. Chciałaś zemścić się za tę lata ukrywania Violetty- huknął. Skąd nagle wzięło się w nim tyle jadu i goryczy? Cofnęłam się krok do tyłu, ale German złapał mnie za nadgarstek.
- German! Zostaw mnie! O co Ci chodzi? - mój głos stał się dziwnie piskliwy
- O ciebie mi chodzi, Angie! Cały czas mnie odrzucasz. Co jest ze mną nie tak? No powiedz!- warknął, jednocześnie poluźniając uścisk. Wyrwałam mu się i uciekłam. Słyszałam jeszcze za sobą krzyki pana domu, ale zignorowałam je i udałam się w stronę swojego mieszkania.
Próbowałam napisać piosenkę, ale mój telefon cały czas dzwonił od jakiś piętnastu minut. Wróciłam od Germana dwie godziny temu, ale dalej miałam w głowie jego słowa. Swoją drogą to właśnie on wydzwaniał do mnie od dobrego kwadransu. Najpierw wytyka mi różne rzeczy, a teraz jeszcze chce mi dogadać przez telefon. Kiedy aparat zadzwonił już po raz setny, wzięłam go do ręki i kliknęłam zieloną słuchawkę.
-German przestań do mnie dzwonić! Najpierw wypominasz mi wszystkie moje błędy, A Teraz jeszcze nie chcesz dać mi spokoju!- krzyknęłam do telefonu.
-Angie to ja- usłyszałam po drugiej stronie roztrzęsiony głos siostrzenicy.- Tata miał wypadek, jest w szpitalu. Podobno jest bardzo źle...
*************************
DAM DAM DAMM!
Co teraz będzie? Czy German przeżyje? Czy przedstawienie dojdzie do skutku? Czekajcie na następny rozdział, a się dowiecie! Zapraszam również do zakładki "Wasze pomysły "
Besos
Ola

