Dźwięki,, Algo se Enciende'' wypełniły całe pomieszczenie. Po raz już kolejny dzisiejszego dnia grupa dorosłych przesłuchiwała płytę, tuż przed jej wydaniem. Grupka składała się z pięciu osób. Dwóch dźwiękowców podrygiwało w rytm muzyki. Można było znaleźć tam też rudo-włosą kobietę o zielonych oczach, przypominajacych oliwki i perłowym uśmiechu. Kobiecie nie zamykała się buzia i mogłaby tak gazdać, gdyby nie nie utrudniała jej tego skutecznie blondynka, jej przyjaciółka. Tym razem też tak było:
-Świetnie wyszły chórki w tej piosence. Mówię: po prostu cudownie. Gdyby jeszcze tylko...
-Mora, proszę cię. Za dwa dni wydajemy płytę, już nic nie można zmienić. Zresztą, pięć minut temu wszystko ci się podobało.
- Oj, Angie ja tylko tak żartuje. Nie cieszysz się, że wydajesz płytę? Każdy chciałby być na twoim miejscu.- powiedziała odgarniając kosmyk blond włosów z czoła przyjaciółki. Jej włosy przez rok zostały pofarbowane na jaśniejszy odcień, co idealnie współgrało z jej szmaragdowymi oczami. Tak, zmieniła się przez ten rok we Francji, i to nawet bardzo. Za dwa dni ma zostać wydana jaj pierwsza, solowa płyta.,, Algo se enciende en mi''* ma podobno odnieść wielki sukces.Tak mówił każdy, kto przynajmniej raz ją przesłuchał. Każda piosenka oddawała inny nastrój.
Smutek.
Radość.
Miłość.
Wszystko, co otaczała blondynkę było muzyką i inspiracją.
Jej siostrzenica zamówiła już pierwszy egzemplarz. Tak dawno ze sobą nie rozmawiały... Nie widziały się, nie pisały. Wytłumaczeniem był brak czasu. Nastolatka była właśnie w trasie koncertowej ze Studiem, a jej ciotka nagrywała płytę. Obiecały sobie, że jak tylko wrócą do domów, opowiedzą sobie wszystko, ze szczegółami.
-Angie, kochanie co się z tobą ostatnio dzieje? Jesteś jakaś nieobecna. Nie cieszysz się?-podszedł do niej jej nowy ukochany. Louis, bo tak miał na imię, był młodym włochem mieszkającym we Francji.Miał hebanowe włosy i czekoladowe oczy. Nie zatapiała się w nich, tak jak w czekoladowych oczach jej szwagra, ale one też potrafiły ją zawsze uspokoić.
Pracował w studiu nagraniowym i tak Angeles go właśnie poznała. Potrafił ją zawsze pocieszyć, był też bardzo romantyczny. Dziewczyna do dzisiaj pamięta, jak Louis stanął pod jej balkonem i zaczął śpiewać, by wpuściła go do domu. Czuła się wtedy jak córka dwóch skłóconych rodów- Julia-a Louis był Rome'em. Kilka tygodni potem została jego dziewczyną-a on rozpieszczał ją, jak tylko się dało. Kupował kwiaty, czekoladki, a gdy ona odmawiała tłumaczył jej, że jest jego skarbem, a o skarby trzeba dbać, trzeba je pielęgnować i rozpieszczać, przy każdej okazji.
- Nie, nic się nie stało, tyko tęsknię trochę za Violettą, za mamą, studiem.- jej dalszą wypowiedź przerwał dźwięk telefonu:
- Przepraszam, to może być coś ważnego. Halo?
- Czy rozmawiam z Angeles Saramego?
- Tak, tak...Czy...Czy coś się stało?
- Może się przedstawię. Nazywam nie Lisodro Alfons Pietero, dzwonię z Szpitala Głównego w Buenos Aires. Tydzień temu trafił do nas Antonio Fernandez Valleo. Czy mówi pani coś to nazwisko?
- Tak, tak to mój pracodawca. Czy coś mu się stało? -zapytałam z lekkim przerażeniem w głosie.
-Dzisiaj rano przegrał długą walkę z nowotworem trzustki. Przykro mi.
Nagle poczuła, że nogi robią się jak z waty. Poparła się o ścianę. Nie uszło to uwadze kolegów, którzy niemal chórem spytali: Angie, wszystko ok?
Ta tyko przytaknęła i zwróciła się do swojego telefonicznego rozmówcy:
- Dlaczego akurat ja zostałam powiadomiona?
-Pan Fernandez powiedział, ze w razie śmierci mamy powiadomić panią w pierwszej kolejności. Antonio wskazał panią jako swoją córkę. Mówił też, że przeprasza, że dowiadujesz się dopiero teraz, ale nie miał odwagi wyznać ci tego wcześniej. Panno Angeles? Czy wszystko w porządku?- nie odezwała się. Telefon wysunął jej się z ręki i upadł na podłogę. Teraz wszystko jej się zgadzało. Omijanie tematu jej ojca przez matkę. Niechęć zapraszania Antonia do naszego domu. Wielokrotne powtarzanie przez Antonia, że jest dla niego jak córka. Bo była nią. Dlaczego? Dlaczego takie rzeczy dzieją się wtedy, gdy nie powinny? Chciała dac Antonio swoją płytę. Napewno spodobała by mu się. To jemu ją zawdzięczała.
Jak z tą wiadomością poradzą sobie dzieciaki?
Violetta?
A Pablo?
Poczuła, że jej ciśnienie gwałtownie rośnie, a potem się obniża. Po chwili podzieliła los telefonu. Ostatnie, co pamiętała to pochylające się nad nią zatroskane twarze kolegów z pracy oraz jej imię, krzyczane jakby za mgłą.
Potem już była ciemność.
-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.
*tłum. ,, Coś się rozpala we mnie''
Także ten. Wyrażajcie swoją opinię i rozdział 2 już niedługo.
Niedługo także zakładka: Bohaterowie
Ola