poniedziałek, 25 maja 2015

Rozdział 5

Ponieważ komórkowy blogger mi na to nie pozwala, skreślenia wyglądają tak:<skreślenie>
***
-To co z tą sytuacją Studia, o której mówisz Gregorio?- spytała nowoupieczona właścicielka.
-Studio popadło w straszliwe długi! Są większe niż moja lista negatywnych cech Pabla!-wypowiedź nauczyciela tańca poprzedził chichot Jackie.
-Oj, na pewno coś da się zrobić. A koncert charytatywny?
-Bez prądu i wody? Angeles pogódź się z tym, że Studio trzeba zamknąć.-pierwszy raz w życiu, nie przekręcił jej imienia.
-Nie! Powiedzcie uczniom, żeby jutro przyszli normalnie. Mam jeszcze całą noc na przemyślenia. Do zobaczenia.-rzuciła i wyszła
***
Sama droga do domu zajęła jej godzinę, bo pochłaniała się głęboko w rozmyśleniach o Studiu. Wreszcie, doszła do swojej kamienicy. Pokonała zwinnie schody i już po chwili znalazła się przed drzwiami mieszkania. Zapukała, ale nikt jej nie odpowiedział. Czyżby Louis'a nie było w domu?( dla tych co zapomnieli: Louis mieszka z Angie) Zaczęła grzebać w nieskończonej otchłani swojej torebki. No cóż, było tam wiele potrzebnych rzeczy, ale za wiele. W pewnym momencie zdenerwowała się i wysypała wszystko na pobliski parapet. Czego tam nie było! Cukierki, partytury, zeszyty, jej telefon, portfel, <łom na bandytów> i... klucze! Zebrała i wrzuciła wszystko z powrotem do "otchłani". Przekręciła klucz w zamku. Otworzyła drzwi, weszła i od razu w oczy rzuciła się jej żółta karteczka leżąca na blacie w kuchni. Podeszła bliżej i przeczytała jej treść:
Dostałem pracę w klubie nocnym.
Będę wracał rano.
Trzymaj za mnie kciuki.
Buziaki, Louis
***
Około  godziny siedemnastej, przypomniała sobie o Studio. Nagle wpadła na genialny pomysł. Chwyciła za telefon, wybrała numer i czekała na połączenie. Po chwili w słuchawce odezwał się głos:
-Halo?
-Cześć, Ramallo. Tu Angie. Mam do ciebie sprawę. Mógłbyś wpaść do mnie za pół godziny?
- A mogę wiedzieć, o jaką sprawę chodzi?
- <No, musimy dokończyć sprawy z przeszłości...kotku> O Studio. Popadło w straszne długi i chciałam przejrzeć papiery, ale za bardzo się na tym nie znam.
-Dobrze. Będę niedługo. Do zobaczenia.
-Dziękuję Ramallo.
***
Dwadzieścia minut później usłyszała pukanie do drzwi. Otworzyła je, a ku jej zdziwieniu za nimi nie stał przygarbiony Ramallo, tylko German uśmiechający się głupkowato. Z początku, zamurowało ją i patrzyła się w jego piękne oczy, ale wyrwała się z transu i zapytała:
- German... Co ty tu właściwie robisz?
- Przyszedłem ci pomóc.
- Pomóc? A niby w czym?- zapytała kpiąco
- W życiu...- odparł uwodzicielskim tonem, po czym chwycił ją w pasie i zaczął namiętnie całować...
-...to, wpuścisz mnie do środka?- ocknęła się że swoich marzeń. German cały czas przed nią stał, dziwnie jej się przyglądając.
- Tak, tak wchodź. - wypuściła go i zamknęła drzwi- Spodziewałam się Ramallo.
- Nie mógł przyjść. To nawet dobrze.
-Mówiłeś coś?- zapytała
-Nie, nie nic.- usiadł z blondynką na kanapie- No, to pokaż co tam masz.
***
Następne siedem godzin spędzili na doszukiwaniu się jakichkolwiek nieprawidwołości w rachunkach Studia. Nie odbyło się też bez różnych śmiechów i chichów. Oczy nauczycielki same zamykały się. Brunet wielokrotnie przekonywał, żeby położyła się, a on skończy to sam. Ona jednak za każdym  razem wykręcała się i narzucała coraz to nowsze tematy do rozmowy. W pewnym momencie ziewając, zapytała:
- A ta twoja Valeria, się o ciebie nie martwi? Przecież jest już po północy, a ciebie nie ma w domu.
- Val ma pracę nocną. -odpowiedział krótko, nie odrywając wzroku od dokumentów- A ten twój Luis?
-Luis też ma pracę nocną. Pracuje w klubie <gogo> nocnym. Ciekawy zbieg okoliczności, prawda German?- spojrzała na niego, a on zrobił to samo. Uśmiechali się do siebie delikatnie i zatapiali w swoich oczach. W pewnym momencie odezwał się, łapiąc jej rękę:
-Pomogę Studiu, jak tylko mogę. Opłacę zaległe rachunki, będę was wspierał jak tylko mogę finansowo. Zobaczysz, jeszcze wyjdziecie na prostą.
-German, dlaczego ty to wszystko robisz?
- Bo cię kocham...-przy ostatnim słowie zniżył głos-... i zrobię wszystko, żebyś była szczęśliwa.
Przybliżył się do niej. Sytuacja powtórzyła się kolejny raz. On chciał ją pocałować, ona również tego pragnęła, ale zachowywała resztki rozsądku. Oboje zobowiązali się do czegoś. Do swoich partnerów. Popatrzyła w jego oczy. Wiedział, co chciała mu powiedzieć. Odsunął się.
-Zrobię herbatę.-mruknął i zniknął w odmętach kuchni. Co on sobie wogóle myślał? Że ucieknie od ukochanego,  by być z innym facetem i to w związku? Cieszył się, że przynajmniej może widzieć ją szczęśliwą. W przeciwieństwie do jego. Od pewnego czasu Valeria była jakaś dziwna. Unikała rozmów, często gdzieś wychodziła, na nic nie miała czasu... I jeszcze ta nocna zmiana. Po 20 minutach<tylko Sierota potrafi zaparzać herbatę 20 min xD> wrócił z dwoma parującymi kubkami do  salonu. Kiedy nachylił się nad kanapą, ujrzał słodko chrapiącą Angeles. Odłożył kubki na komodę i wziął dziewczynę na ręce. Kiedy już znalazł jej pokój, wszedł i ułożył ją delikatnie na łóżku. Przykrył kocem, by nie zmarzła i powiedział półszeptem:
-Dobranoc, kochana. Wyśpij się, mam dla ciebie niespodziankę.- odrzekł, po czym pocałował ją w czoło i wyszedł. Przy drzwiach od sypialni jeszcze odwrócił się i zobaczył, że Angie delikatnie uśmiecha się przez sen.
***
Rozdział na prośbę Anonimka, który domagał się go po tu cytuję:"prawie miesiącu". German robi herbatkę. Życiowe przemyślenia. Ma ktoś pomysł, dlaczego Valeria i Louis tak  nagle dziwnie znikają?Zapraszam do komentowania!
Chocolatelove

czwartek, 7 maja 2015

Rozdział 4

Rano Angeles obudziła się u boku Louisa w swoim mieszkaniu. Przez chwilę zastanawiała się, jak się tu znalazła, ale potem przypomniała sobie, że zamieszkała tu ze swoim chłopakiem. Wstała z łóżka i zaczęła rozglądać się po pokoju. Na białych meblach stało tysiące segregatorów z nutami, zdjęcia w kolorowych ramkach i różne szpargały. Pod jej stopami leżał turkusowy, miękki dywan, z wysokim włosiem. Na kremowych ścianach wisiały liczne obrazki oraz jeszcze więcej zdjęć. Zza okna, które przysłaniały jasne zasłony, można było zobaczyć wielki, zielony park, który rozciągał się tuż przed Studiem. W tej chwili Angie przypomniała sobie właśnie o szkole muzycznej. Spojrzała na budzik stojący na półce nocnej-za  dziesięć ósma. Blondynka udała się do łazienki, gdzie po umyciu ubrała  się w dżinsową sukienkę przed kolano i kremowy sweterek oraz tego samego koloru szpilki. Kiedy udało jej się opanować włosy i uczesać w luźny warkocz, zostawiła Louis'owi kartkę, na której napisała gdzie i kiedy się wybiera. Wzięła torebkę i zielone jabłko na drogę i wyruszyła. Cel? Studio!
***
Po dziesięciu minutach spokojnego marszu dotarła do drzwi kolorowego budynku, które jak się okazało nie były otwarte na oścież, jak zawsze. Kobieta popchnęła je lekko i jej oczom ukazał się całkiem pusty korytarz szkolny. Było tam bardzo cicho, co w Studiu było wyjątkiem. Jedynym ogłosem były podniesione głosy nauczycieli dobiegające z pokoju nauczycielskiego. Poszła w tamtym kierunku, lekko uchyliła drzwi, oparła się o framugę i przysłuchiwała się kłótni nauczycieli.
-Tak nie może być! To nie dopuszczalne!-Gregorio wyżywał się na gumowej piłeczce, uderzając ją bezlitośnie o podłogę-Uczniowie mojej szkoły nie mogą tak sobie odchodzić!
-Gre-Gre-Gregorio! N-n-nie denerwuj się. Czy ktoś widział te ciasteczka? Przyjdą nowi uczniowie i...i...i gdzie moja kanapka?-to był jak zawsze roztargniony Beto. Nic, a nic się nie zmienił. Cały czas miał te czarne, kręcone włosy, kolorowe ubrania, a na nich okruszki.
-Gregorio, nie dziw się. To właśnie przez twoją postawę uczniowie odchodzą. Musisz się zmienić, nie rozumiesz?! Fakt, bez Antonio jest nam ciężko, ale musimy sobie jakoś radzić.-to był Pablo. W pewnej chwili blondynka sama postanowiła włączyć się do dyskusji:
-Popieram zdanie Pabla. Gregorio, wykaż trochę empatii.-kiedy kobieta powiedziała te słowa, cztery pary oczu skierowały się na nią. Patrzyli na nią z niedowierzaniem w kompletnej ciszy.
-Co jest,mam coś na twarzy, że tak się na mnie gapicie?-spytała podchodząc bliżej.Jako pierwszy ocknął się Pablo:
-Angeles! Wrociłaś!-rzucił jej się na szyję-Tak bardzo tęskniłem.
-Ja też Pablito, ja też.-następnie reszta nauczycieli, wliczając Jackie przywitała się z blondynką.
-Ężi, Endżi, Ążi...
-Angie, Gregorio.-upomniała go
-No przecież mówię! Wiec Ężi wróciła.-odrzekł-Ale to nie zmienia faktu, że Studio trzeba zamknąć!-wykrzyczał skacząc przy tym nadpobudliwie
-Na pewno da się coś zrobić!-Jackie, jak nigdy przejęła się sprawami szkoły muzycznej.
-Studio nie ma właściciela, więc należy teraz do państwa. Nie mamy środków, żeby je wykupić.-nauczyciel tańca rozłożył bezradnie ręce.
-Właściwie, Gregorio, to Studio ma właściciela.-wtrąciła się Angie
-Tak? Niby kogo?
-Noo... Mnie.-i nie pozwalając nauczycielom na jakiekolwiek pytania, podsunęła im testament Antonia pod nos. Kiedy skończyli czytać Pablo podszedł do nauczycielki śpiewu szepcząc:,, Tak mi przykro."
-Nic się nie stało, Pablo.
Po chwili podszedł do niej Gregorio, wyciągnął rękę i powiedział:
-Witamy, pani dyrektor.
***
Tadam! Macie rozdział, akurat w moje urodziny. STO LAT DLA MNIE! A teraz kto zgadnie, ile mam już lat?

niedziela, 3 maja 2015

Rozdział 3

-Chłopak...?-powiedział dość zdziwionym tonem pan domu
-Tak,Germanie. Coś nie tak?-spytała blondynka uśmiechając się lekko i przytulając do Włocha. Pan Castillo wypuścił powietrze z ust,by ochłonąć i powiedział rozglądając się dokładnie po kątach salonu:
-Nie...Nie. cieszę się,że...że jesteś szczęśliwa i...i masz kogoś. Oczywiście myślę dalej,że...
-Że co?-przerwała mu
-Że ja...Ja jestem...O ciebie...No wiesz. Ten tego.
-Czy dobrze zrozumiałam,że szanowny pan German Castillo jest o mnie zazdrosny?-spytała z łobuzerskim uśmieszkiem. On podniósł na nią wzrok i zobaczył,że wszyscy domownicy oczekują na odpowiedź z zapartym tchem. Już miał zacząć mówić,kiedy przez drzwi weszła niska blondynka o przyjaznych oczach koloru głębokiego błękitu.
-Och!Jak dobrze, że już jesteś Val.-powiedział Castillo wyraźnie ucieszony przybyciem kobiety. Na oko Angeles miała około 35 lat i wydawała się miła. Chociaż Angie nauczyła się,że pozory czasem mylą.
-Nie przedstawisz nas sobie?-spytała ciotka Violetty wyraźnie podirytowana widokiem jej szwagra klejącego się do tej kobiety.
-To jest Valeria. Moja DZIEWCZYNA.-mężczyzna wyraźnie zaakcentował ostatni wyraz.-Coś nie tak,Angie?
-Nie,nie. Wszystko wspaniale.-wymramrotała,po czym podała rękę Valerii i powiedziała:
-Miło mi cię poznać. Jestem Angeles,ale mów mi Angie. A to... to jest Luis.-wzkazała na swojego chłopaka. Nowo poznana kobieta przyjaźnie popatrzyła się na Angeles,a potem przeniosła wzrok na Włocha. Ich spojrzenia spotkały się,a ona zatopiła się w jego oczach. Ich blask pochłonął ją całkowicie. Ogarnęła blond kosmyki z twarzy, po czym wyciągnęła rękę, którą Włoch delikatnie ucałował. Odwzajemniła jego uśmiech,przez co w jej policzkach pojawiły się delikatne dołeczki. Mogliby tak stać i patrzeć się na siebie w nieskończoność,gdyby nie usłyszeli znaczącego chrząknięcia Angeles- Mój chłopak.
-O ile się nie mylę, jesteś ciocią Vilu?-Angie przytaknęła- Może zostaniecie na kolacji? Violetta na pewno by się ucieszyła,a my poznamy się lepiej. -propozycja Val bardzo spodobała się wszystkim oprócz dwóch osób.
-Myślę,że to nie najlepszy pomysł.-powiedzieli niemal jednocześnie German i Angie. Nie chcieli spędzać za dużo czasu w swoim towarzystwie, przez sytuację z przed kilku minut.
-Oj ciociu! Proooszę!- Violetta dopieła swego.
-No dobrze
***
Kilka minut później nastolatka i jej ciotka siedziały  w różowej kwaterze tej pierwszej i opowiadały sobie historie, które zdarzyły się przez ten okres, który się nie widziały. W pewnym momencie Vilu zaczęła temat:
-Angieee...-przeciągnęła jej imię-A ten Luis... To ty go kochasz?
-Oczywiście,że tak, słońce.
-A co z moim tatą?
Kobieta westchnęła
-Przecież dobrze wiesz, że twój tata jest z Valerią. Na pewno jest z nią szczęśliwy.
-No tak, ale czegoś mi tu brakuje. Val jest miła i dobra, ale nigdy nie zastąpi mi mojej mamy.
-Kochanie. Twojej mamy nie da się   zastąpić. Była zawsze pogodna,niosła szczęście. Była jak wschodzące  słońce. Kiedy byłam smutna,zawsze potrafiła mnie pocieszyć. Ona była...była..
-Jest jak ty.-zapewniła Violetta-Od kiedy cię odnalazłam, czuję, że znowu mam coś, czego brakowało mi przez te wszystkie lata, bez mamy. Dzięki tobie, czuję jakby ona była ze mną.-powiedziała, po czym przytuliła ciotkę
-Nie mówmy już o tym, bo zaraz się popłaczę.-zaśmiała się blondynka.-Lepiej powiedz co u ciebie, u Leona, w Studio.
-Od kiedy Antonio odszedł,Studio nie jest takie jak kiedyś. Gregorio stał się dyrektorem i jest jeszcze gorszy niż przedtem. Oprócz tego Studio popadło w długi, uczniowie wypisują się. Myślę, że to koniec.-powiedziała smutno Violetta.
-Co do tego wszystkiego, to proszę.-kobieta podała kartkę papieru nastolatce
-Co to?
-Testament Antonia.
-Ale...
-Zanim zadasz jakiekolwiek pytanie, proszę przeczytaj.- ciotka uważnie obserwowała mimikę twarzy siostrzenicy podczas czytania. Po kilku minutach nastolatka podniosła głowę znad kartki i z żalem w oczach przytuliła się do cioci.
-Och, Angie. Tak mi przykro. Musiałaś pewnie to strasznie przeżyć.
-Spokojnie. Nie było tak źle.
-KOLACJA!-krzyknęła Olga z kuchni. Ciotka wzięła siostrzenicę pod ramię i razem zeszły na dół.
***
Podczas kolacji Angeles bardzo dużo dowiedziała się o Valerii i odwrotnie. Ona i jej szwagier poznali się na jednej z konferencji, gdzie Val była dziennikarką. Kobieta była bardzo ciekawa, jak to się nagrywa płytę. Sama zaklinała się, że nie potrafi śpiewać. Kiedy Louis i jego dziewczyna już mieli się zbierać,bo zrobiło się naprawdę późno, Angie poszła jeszcze do pokoju Violetty po torebkę,którą tam zostawiła. Kiedy wychodziła z pokoju, natknęła  się na Germana, który już wiedział, że rozmowa go nie ominie.
-Dalej czekam na odpowiedź.-zaczęła blondynka
-Jaką odpowiedź?- mężczyzna udawał głupiego
-Noo... Czy jesteś zazdrosny.
-Nie przypominam sobie, żebyś zadawała mi takie pytanie.-dalej brnął w swoje
-Skoro nie to nie. Do zobaczenia.-wyminęła go i już miała iść, kiedy on złapał ją za nadgarstki i przyciągnął do siebie, bardzo blisko. Dzieliły ich centymetry, kiedy on niemal szepnął:
-Tęskniłem za tobą dniami i nocami. Nie mogłem  pogodzić się z faktem, że wyjechałaś. Tak byłem zazdrosny.Byłem cholernie zazdrosny, gdy widziałem cię z tym facetem. Kochałem, kocham i będę cię kochać. I nic tego nigdy nie zmieni.-powiedział, po czym zaczął się przybliżać. Kiedy już miał zasmakować jej ust, ona odezwała się:
-German, my nie możemy. Oboje jesteśmy w związkach. Przepraszam.-wyrwała się z jego uścisku i uciekła w stronę drzwi wejściowych.
***
Było trochę Germangie, z czasem jego ilość będzie się zwiększać:)
Dzięki za miłe komy i zapraszam do polecenia bloga znajomym i nie znajomym :D

sobota, 2 maja 2015

Rozdział 2

Płacz małego dziecka roznosił się po pokoiku. Jeden z mężczyzn przebywających w nim, nieudolnie próbował uciszyć dziecko. Drugi zaś szukał po całym pokoju czegokolwiek, co mogłoby uśpić noworodka. Nagle na horyzoncie pojawił się ratunek. Brązowooka nastolatka stanęła w drzwiach, szybko oceniła sytuację i po chwili zaczęła działać. Odciągnęła mężczyzn od kołyski, po czym z jej ust wyleciał melodyjny głos:

A la nanita nana nanita ella, nanita ella
Mi niña tiene sueño bendito sea, bendito sea
A la nanita nana nanita ella, nanita ella
Mi niña tiene sueño bendito sea, bendito sea

Piosenka dźwięczała w jej głowie, ale nagle coś ją przerwało. Otworzyła leniwie oczy i oślepiło ją światło. Gdy już się do niego przyzwyczaiła, zapytała zachrypłym głosem:
-Co się stało?
-Straciłaś przytomność. To przez te emocje.-usłyszała głos Luisa,który nagle pojawił się przed nią i zaczął jeździć kciukiem po jej policzku ,i patrzeć na nią troskliwie. W tej chwili,przypomniała sobie, co się stało. Fala smutku uderzyła w nią,jak tsunami. Jej oczy stały się szklane i zaczęła płakać. Usiadła na kanapie,na której wcześniej leżała i przytuliła się do chłopaka. Po chwili dopatrzyła mu prosto w oczy i powiedziała:
-Luis,muszę wrócić do Buenos Aires.
-Dlaczego? Co właściwie usłyszałaś od tego gościa?- kobieta zaczęła mu wszystko tłumaczyć. Mówiła co usłyszała,o tym,kim był dla niej Antonio,że Studio ją potrzebuje.
-Muszę tam wrócić. Dla Violetty, Studio, dla...
-Dla Germana?-przerwał jej. Jednak znał ją dobrze. Wiedział, że jej uczcie do Germana nie zgasło,a on jej go nie zastąpi.
-Nie. German to już przeszłość.Ale...
-Ale wciąż go kochasz.
-Załatw mi bilety.
-Nie zostawię cię. Jadę z tobą.

TYDZIEŃ PÓŹNIEJ

Blondynka wyszła z blaszanego ptaka, w ktorym  przebywała najbliższe kilka godzin. Delikatny wietrzyk rozwiewał jej włosy. W końcu wróciła do swojego rodzinnego miasta. Zadzwoniła po taksówkę i razem ze swoim chłopakiem pojechała w stronę kancelarii adwokackiej. Dwa dni temu dostała telefon,że  jej ojciec spisał testament i chciała go przeczytać. Kiedy  dojechali do ceglanego budynku, pokonali szybko schody prowadzące na drugie piętro i po chwili pukali do dębowych drzwi. Otworzył im mężczyzna,na oko około czterdziestki,w okularach i granatowym garniturze. Zaprosił ich do środka,po czym powiedział:
-Jak wam minęła podróż? Mam nadzieję,że dobrze. Przejdźmy do rzeczy. Panno Angeles, pani ojciec pojawił się u mnie kilka dni przed swoją śmiercią i spisał testament. Oto on.- podał jej kartkę papieru,a po chwili ona zaczęła czytać:
-Kochana Angeles. Przepraszam,że dowiedziałaś się o swoim pochodzeniu w taki sposób, ale nie potrafiłem ci tego wyznać. Całymi latami,cierpiałem z tego powodu,ale wtedy zaczęliśmy razem pracować. Cieszyłem się,że mogę codziennie przebywać z moją ukochaną córeczką. Chcę, by pozostało po mnie coś co ty i następne pokolenia będziecie rozwijały. Dlatego,teraz, przy świadku,jakim jest notariusz Jorge Martin-Sol uroczyście przekazuję budynek oraz prawo do kierownictwa nad Studiem OnBeat mojej córce Angeles Saramego,zaś rolę dyrektora pełnić ma pan Pablo Galindo,mój bliski przyjaciel. Jest to moja ostatnia wola i w imię prawa zostać powinna spełniona. -kobieta przerwała czytanie by otrzeć twarz mokrą od łez,które kapały na kartkę. Po dokonaniu czynności,zaczęła znowu- Angie,słoneczko. Nie bądź smutna. Ludzie odchodzą i przychodzą,taka kolej życia. Mam nadzieję,że już niedługo,z góry będę mógł zobaczyć wnuczęta.-uśmiechnęła się do siebie.-Kiedy już wrócisz do studia,chciałbym,żebyś przeczytała wszystkim drugi list,który da ci notariusz. To takie pożegnanie. Wierzę,że studio pod twoją opieką,będzie jeszcze lepsze,niż teraz. Kocham cię,twój ojciec Antonio
Po krótkich formalnościach, para wspólnie postanowiła,że następnym kierunkiem,będzie dom Germana. Znaczy dom Violetty. Przecież przyjechała dla Violetty. Dla nikogo innego. Z myśli wyrwał ją Luis.
-Już jesteśmy. Iść z tobą?
-Jak chcesz.-odrzekła obojętnie
-To pójdę.
Położyła palec na dzwonku do drzwi. Zadzwonić,czy nie? Zdecydowała się na drugą opcję. Usłyszała krzyki. To German kłócił się z Violettą. Wyłapała, że ojciec znowu nie chce jej wypuścić z domu. Słyszała zdecydowane kroki pana domu. Trzy. Dwa. Jeden. Drzwi otworzyły się. Stali w nich German i Violetta z szeroko otwartymi oczami i wpół otwartymi ustami. Stali nieruchomo. Może jej nie poznali?
-Nie przywitacie się że mną?- zapytała,ale już po chwili została porwana w ramiona pana domu. Przytulił ją mocno i wydawało jej się,że zaczął cicho płakać.
-Em...Tato? Uważaj,bo zaraz połamiesz Angie wszystkie kości.-z tej chwili wytrąciła ojca Violetta,która już po chwili wisiała swojej cioci na szyi. German stał z boku zmieszany całym zajściem. Po chwili Angeles podeszła do niego i powiedziała:
-Też tęskniłam.- meżczyzna podniósł na nią wzrok, po czym pocałował w czubek głowy, jak wtedy, kiedy wyjeżdżała.
-Co to za krzyki?! Pali się, czy...- z kuchni wybiegł Olgita, trzymająca Ramallo za krawat,z patelnią w ręku-Oooch!Moja malutka Angeles wróciła! Kochanie,jak ja się za tobą  stęskniłam! Chyba w tym Paryżu nic nie jadłaś, taka chudziutka jesteś. O... A kim jest ten przystojniak, stojący w drzwiach?- Olga wyrzuciła z siebie słowa, niczym karabin maszynowy, ale przy ostatnim zdaniu wszyscy popatrzyli w stronę drzwi.
-To jest Luis.-złapała go za rękę.-Mój chłopak.
***
Po długiej przerwie jest rozdział. Zapraszam do komentowania!